-
Cichy pokój (IV)
Data: 27.12.2020, Kategorie: sen, stopy, wykorzystanie, Autor: Tamara
... pośpiesznie. Nagle zdałem sobie sprawę, że wymyka mi się niepowtarzalna szansa, że jeśli teraz pozwolę jej wyjść, pozostanie mi tylko rozpamiętywanie własnego upokorzenia. – Tak? – zapytała, zatrzymując się w pół kroku. – To nie fer, nie dałaś mi czasu. – A na co chciałeś więcej czasu? – Żeby ci pokazać… – zawahałem się, szukając odpowiedniego słowa, bardziej kulturalnego od tego, które przychodziło mi na myśl. – Już mi wszystko pokazałeś, a teraz umyj się, ale tak porządnie, a potem ubierz w coś wyjściowego. – Ale... – chciałem coś dodać, lecz ona ruszyła do drzwi i najwidoczniej nie przejmując się moimi protestami, otworzyła drzwi. – Za dziesięć minut będzie taksówka – mówiła szeptem, nie odwróciwszy się do mnie. – Możesz wsiąść do niej razem ze mną lub zapomnieć o wszystkim, co widziałeś i usłyszałeś. Zniknęła za drzwiami, zamykając je bardzo ostrożnie i prawie bezdźwięcznie. Nie usłyszałem, czy weszła do swojego pokoju, czy może czekała na mnie w kuchni. W ogóle jej nie usłyszałem, jakby pozostała za drzwiami i nasłuchiwała, lub stąpała tak delikatnie, że nawet w nocnej ciszy nie mogłem jej usłyszeć. Pomyślałem o jej ciele, o małej stopie w czarnych rajtuzach, wąskiej talii, wąskich plecach i raczej drobnym biuście, który bardziej pasowałby do nastolatki, niżeli do dojrzałej kobiety. Ile mogła ważyć? Pięćdziesiąt kilo? Może nawet mniej? Zastanawiałem się i nagle poczułem pragnienie, by to sprawdzić, unieść ją w ramionach, poczuć lekkość ciała, a ...
... zarazem doznać delikatności. Potrząsnąłem głową, odpychając obraz, leżącej na łóżku Moniki w zwiewnej halce i zerwałem się z łóżka. Nie wahałem się ani minuty nad decyzją. Przede mną stała do odkrycia niejedna tajemnica, a drogą do nich właśnie została mi otwarta. Szybki prysznic, potem szorowanie zębów i na koniec ciut wody kolońskiej z półki Tomasza. Krótki przegląd w lustrze ze wstydem oznajmił mi, że wciąż nie mam czego golić na twarzy. Westchnąłem głęboko, wzruszyłem ramionami, no bo co mogłem na to poradzić. Miałem siedemnaście lat i choć kilku moich rówieśników goliło się, tak twierdzili, to ja miałem zaledwie dwa dłuższe włoski po lewej stronie szczęki, i to na tyle jasne, że nikt ich nie zauważał nawet przy idealnym oświetleniu. Monika pojawiła się w kuchni. Była ubrana w długie futro, to samo co zwykle przy nocnych wymarszach z domu, na nogach czarne szpilki, włosy uczesane w kok z tyłu głowy, usta pomalowane ostrą czerwienia, oczy z delikatnym niebieskim cieniem, brwi podkreślone cienką czarną kreską. Gdy przemykałem do pokoju, nasze spojrzenia spotkały się na sekundę. Uśmiechnąłem się chytrze jak lis do kurki, łakomie i bezczelnie. Ona bez wzajemności, z wyższością i apatią, jakby to, co zrobiła kilkadziesiąt minut wcześniej z moim członkiem, nie miało miejsca, a rzeczy, jakie zamierzam z nią robić, były tylko w mojej wyobraźni. Po paru minutach byłem gotowy. Stanąłem w drzwiach kuchni i się zaprezentowałem. – Czy tego oczekiwałaś? Przechyliła głowę i ...