1. Cichy pokój (IV)


    Data: 27.12.2020, Kategorie: sen, stopy, wykorzystanie, Autor: Tamara

    ... a dokładniej mi. Coś mu nie pasowało, zaskoczyła go moja obecność, a na jego twarzy rysowała się wątpliwość. Pierwsza odezwała się Monika.
    
    – Proponuję, byś poszedł do kuchni, tam w oknie jest termometr. Sprawdź, proszę, jaka jest temperatura na zewnątrz, a potem wróć tu i zaproś nas do środka – mówiła ze zgryźliwością, unosząc wysoko głowę, jakby chciała dostrzec czubek jego łysego czerepu.
    
    Drgnął, odsunął się do środka i gestem ramienia zaprosił do środka.
    
    Byłem pierwszym młodzieńcem, który wszedł do tego przybytku i mile mnie to spostrzeżenie połechtało. Muzyka, tym razem już wyraźnie słyszałem fortepian i skrzypce, dobiegała z wnętrza domu, a konkretnie zza kolejnych drzwi. Monika zdjęła płaszcz i powiesiła na wolnym haku wbitym bezpośrednio w ścianie, obok innych płaszczy. Po ich ilości doszedłem do wniosku, że trafiłem na niemałe przyjęcie.
    
    – Zostań w marynarce – poleciła Monika i nie czekając na mnie, ruszyła ku kolejnym drzwiom.
    
    Dom był typowy i w niczym nie odbiegał od budowanych w ostatnich latach. Zwyczajny korytarz, z boku wejście do kuchni, białe drzwi, zapewne do łazienki i kolejne, do pokoi. Jednak pomieszczenie do którego weszliśmy, zaskoczyło mnie niezmiernie. Była to obszerna sala, zdaje się na długość całego domu i szeroka na ponad cztery metry. Pośrodku stał okrągły stół, przy którym siedziała czwórka mężczyzn. Zajęci paleniem cygar i grą w karty, w ogóle nie zwrócili na nas uwagi. Ściana wychodzącą na tyły była zasłonięta szczelnie ...
    ... grubymi zasłonami, lewa strona z wielkim telewizorem na ścianie oddzielona była od reszty salonu obszerną, wysoką sofą. Prawa część była zabudowana pomalowanym na czarno drewnem i ustylizowana na mały barek.
    
    Siedziały przy nim trzy kobiety ubrane w wieczorowe stroje, do których od razu podeszła Monika i muśnięciami policzków przywitała każdą.
    
    Jedna z nich, siedząca przodem do pokoju, miała na sobie przepiękną suknię z głębokim dekoltem i ten widok na chwilę rozproszył moją uwagę. Piersi miała duże i pełne. Wydawały się być krągłe i jędrne jak idealnie dojrzałe owoce. Zobaczyłem je w wyobraźni nagie, jako statyczne pełne półkule, z ciemnymi niezbyt dużymi brodawkami skierowanymi wprost w moją postać. Z żalem oderwałem wzrok od idealnego piękna i uświadomiłem sobie, że właścicielka tych skarbów przygląda mi się z zaciekawieniem, w którym nie było ani krzty zniesmaczenia, czy zażenowania. Uśmiechała się do mnie przyjaźnie i z błyskiem w oczach, jakby dostrzegła we mnie kogoś bliskiego, kogoś, kogo zna bardzo dobrze, a nawet lubi. Przywitałem się skinięciem głowy i poszukałem wzroku Moniki. Potrzebowałem informacji, wyjaśnienia, a przede wszystkim odpowiedzi na najważniejsze pytanie:
    
    Co ja tu do cholery robię?
    
    Monika jednak nie miała zamiaru zajmować się mną i jakbym był powietrzem, przeszła obok mnie i nachyliwszy się nad jednym z graczy, pocałowała go w policzek i coś mu przez kilka sekund szeptała do ucha. Rozpoznałem w nim mężczyznę z tamtej nocy, gdy spotkałem ich na ...
«12...567...»