-
Człowiek witruwiański (II)
Data: 10.01.2021, Kategorie: człowiek witruwiański, Autor: XXX_Lord
... bezpieczeństwa a obok łóżka siedzi angielski glina, który natychmiast daje sygnał pozostałym. - Szefie, obudził się! - krzyczy. Sparks i Konarski po chwili wpadają do pokoju. - Piotr Uznański? - pyta rudy drwal. Kiwam głową na znak zgody. Chcę zadać pytanie, ale Anglik wchodzi mi w słowo - Jesteś aresztowany za zamordowanie Nadii Dumitrescu i Eleonory Cloutier. Z początku jego słowa nie docierają do mnie, chwilę później moja pamięć otwiera się. Zaczynam dziko wyć i rzucać się na łóżku. Kaftan z ledwością wytrzymuje moje gwałtowne szarpnięcia. Widzę, że Konarski próbuje coś do mnie mówić, ale jego słowa nie docierają do mojej świadomości. Wszystko dzieje się jak w zwolnionym tempie. Kilka sekund później do pokoju wpada pielęgniarz ze strzykawką i przy pomocy gliniarzy, którzy siłą przytrzymują mnie nieruchomo robi mi zastrzyk. Spadam w obezwładniającą otchłań nicości. Raz po raz budzę się i zasypiam. Tak jest łatwiej. Obraz Nadii prześladuje mnie we śnie. Moja ukochana nic nie mówi. - Nadia! - próbuję krzyczeć. Z moich ust nie wydobywa się żaden dźwięk, Nadia patrzy na mnie smutno swoimi pięknymi, brązowymi oczami i po chwili znika. Znowu spadam w otchłań. Podróż do Polski upływa w całkowitej ciszy, jem i piję nie czując smaku i zapachu potraw, nie odpowiadam na pytania próbujących ze mną rozmawiać policjantów. Co jakiś czas zagląda do mnie Konarski i przygląda mi się bacznie, jakby sprawdzając, czy nie oszalałem do końca. Staram się nie myśleć i ...
... tępym wzrokiem wpatruję się w okno, najpierw samolotu, a później radiowozu, który skutego przewozi mnie na Nowolipie. W celi spędzam kilka dni. W końcu pojawia się Konarski. - Jutro przesłuchanie. Potrzebujesz czegoś? - pyta wpatrując się we mnie badawczo. Milczę patrząc w ścianę. - Tak - odpowiadam w końcu - Chciałbym się wykąpać i ogolić. Dasz radę to załatwić? - Myślę, że nie będzie z tym problemu - odpowiada - to nie czasy NKWD. Goląc się patrzę w lustro. Zielone oczy, które tak kochała Nadia są wyblakłe i mętne. Ręce drżą i z trudem jestem w stanie utrzymać maszynkę. Wreszcie po kilku próbach udaje mi się pozbyć zarostu. Policjant, który pilnuje mnie cały czas zakłada mi na stopy i dłonie kajdanki, otwiera drzwi i prowadzi w stronę pokoju przesłuchań. Pomieszczenie ma żółte, dawno niemalowane ściany, obok drzwi wisi tandetny obraz, a po lewej stronie zamiast ściany znajduje się lustro weneckie. Otępiały z bólu bezmyślnie wpatruję się w drzwi, w dalszym ciągu mam skute ręce i nogi. Do pokoju wchodzi Konarski. Patrzy na mnie przez chwilę. - Chcesz kawy? - pyta. Mechanicznie kiwam głową nie zastanawiając się nad tym co robię. Glina podtyka mi kubek pod usta i pozwala się napić. Kawa jest mocna, bez mleka i solidnie posłodzona. Tętno przyspiesza, a głowa zaczyna pracować w normalnym tempie. - Papierosa? Ponownie kiwam głową na znak zgody. Konarski wychodzi na chwilę. Gdyby urodził się jakieś sto lat temu mógłby uchodzić za archetyp ...