-
Czas grozy (V). W posły do…
Data: 19.01.2021, Kategorie: wikingowie, średniowiecze, poświęcenie, dama, wykorzystanie, Autor: historyczka
... śliczną niewiastę. Ależ mu zazdrościł. Ależ wiele by dał, by znaleźć się na jego miejscu! Móc radować się jej obfitymi cycami! Ucapić je, miętosić! A cóż dopiero wbić się w jej, cudną, niewieścią jamkę! Obserwował, jak zgrabne nóżęta, w kosztownych ciżemkach, rozsuwają się na boki szeroko, jak przyjmują pomiędzy siebie, cielsko krzepkiego woja. Potem wsłuchiwał się, w zrazu ciche, miarowe, pojękiwania niewieście oraz równie jednostajne skrzypienia jego własnego łoża. "To moje łoże! To mi się przynależy chędożenie tej powabnej białogłowy! To mój kutasina winien fedrować jej boską szczelinkę!" Nie powstrzymał się. Włożył rękę pod sutannę. Tymczasem jęki Marthy, podobnie jak skrzypienia łoża, przybierały na tempie i na intensywności. "Pogańskie nasienie! Tarabani w nią, jak jurny buhaj! Szkoda dla niego takiej krasawicy! Ależ pracuje jego wielka dupa! Zajeździ biedną ślicznotkę! Spustoszy, rozbije na miazgę jej bezbronną piczkę..." Nagle usłyszał, przebijający się miedzy jękami i stęknięciami, szept - Proszę, uważaj panie... nie kończ we mnie... "No tak! Nie miałaby damulka łatwego żywota, z brzuchem po pogańcu! Sromota z takim bękartem. Ciekawe czy dzikus się na to zgodzi... ja bym z rozkoszą spuścił się właśnie w jej słodkiej psioszce!" - Paniusiu... - dobiegało sapanie - u nas się mówi, że kiedy mąż napełnia niewiastę swym nasieniem, to ona przejmuje stan jego umysłu... jego poglądy... a ja chcę, żeby posłanka negocjowała na naszą ...
... korzyść... - Nie... proszę... Pleban podniecał się szeptami dobiegającymi z alkowy. "Co za głupi pogląd! Żeby sperma robiła zawrót głowy u białogłowy... a to się rymuje... Zatem, zaleje jej kuciapkę, zaleje!" *** Okazało się, że nasienie Eryka nie było ostatnim, które trysnęło w cipce Marthy. Jeszcze tej samej nocy czekało ją spotkanie ze Swenem i Thormundem. Przyszli razem do wodza, po czym biesiadowali z posłanką, przekonując ją co do wielkości okupu, jakie winni zapłacić oblężeni. Kobieta próbowała zaniżać wartość daniny. Twierdziła, że plony były kiepskie, że kupców coraz mniej, bo niebezpiecznie na szlakach morskich... Jednak dwaj wojowie wzięli ją w dwa ognie. W przenośni i dosłownie. Młody, czyli syn wodza, okazał się niezwykle jurny, miał to zapewne po ojcu. Zaś Swen uparł się na ciaśniejszą dziurkę niewiasty. Długo nie zmrużyła oka. Chędożyli ją naprzemian. Zrazu napalony młodzian, gdy skończył w niej, przychodziła kolej Swena. W ten sposób posiedli ją pięć razy - Thormund - trzy, Swen - dwa. W tym raz mieli ją jednocześnie. Martha krzyczała w niebogłosy, gdy dwa tłoki pracowały w niej symultanicznie i harmonijnie. Ani razu się nie zlitowali. Za każdym kończyli w niej. *** W komnacie zamkowej trzaskały polana w kominku. Stała przed księciem i Theodorem w pogniecionej sukni, niewyspana, wymęczona. Nie pozwolono jej ogarnąć się, słudzy przechwycili ją natychmiast przy bramie. - Powiedz! Jak było! Co ci dzicy Wikingowie zamiarują? - dopytywał ...