1. Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…


    Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak

    Przesycony wilgocią świt nieśmiało budzi się do życia, osiadając rześkimi kroplami na włosach, skórze oraz ubraniu. Czy raczej tym, co z nich pozostało. Choć bezksiężycowa ciemność wciąż nie pozwala sięgnąć wzrokiem dalej niż na wyciągnięcie ręki, jestem nadto świadomy swojego położenia. Adrenalinowy szał przeminął na tyle, że wyraźnie czuję nie tylko wszechobecne siniaki, rany oraz oparzenia, lecz przede wszystkim własny nóż, wbity po rękojeść między żebra. Zostawić go nie mogę, bo wraz z każdym kolejnym oddechem rozrywa mnie obezwładniający ból. Wyciągnąć tym bardziej, gdyż wówczas w żaden sposób nie dam rady zatamować nieuniknionego krwotoku. Chociaż czy ma to jakiekolwiek znaczenie, skoro już teraz pluję czymś, co zdecydowanie nie jest jedynie śliną?
    
    A miało być tak pięknie.
    
    A miało być… nie, nie miało! Od samego początku cała ta sprawa cuchnęła gorzej niż wybite szambo w upalny wieczór. Dlaczego do ubicia tak ważnego interesu wysłano tylko dwie osoby, z czego jedną decyzyjną, a drugą – czyli mnie – w charakterze jedynie ochroniarza i dupochrona? I to w sam środek obszaru, którego nawet przynależność państwowa była niejednoznaczna? Gdy tylko wrócimy, koniecznie o to zapytam.
    
    O ile będę miał okazję, bo od dłuższego czasu błądziliśmy po okolicy, którą nawet diabeł przestał odwiedzać. I to jeszcze czym? Prosiłem i wyzywałem na przemian, żebyśmy pojechali jakimś typowym dla tych stron, nierzucającym się w oczy wozidłem, ale nie! Decydenci polecili wziąć pachnącego ...
    ... nowością porszaka, całkowicie zaprzeczającego niezbędnej dyskrecji. A gdy cały misterny plan poszedł w pizdu, to zamiast zaryzykować i z gazem wciśniętym w podłogę zwiewać autostradą, zaczęliśmy cichaczem przemykać zapomnianymi przez Boga i ludzi wypiździewami, które zaprowadziły nas… właśnie, dokąd?
    
    Fabryczna nawigacja, mimo że niby najlepsza z najlepszych, nie pokazywała absolutnie niczego. Z kolei zapasowa, podjebana… zakupiona na fakturę wprost z wojskowego magazynu, podawała jakieś absurdalne współrzędne. Telefony też uparcie milczały, nie chcąc złapać nawet francy od lokalnych tirówek. Teoretycznie, skoro nie widzieliśmy tabliczek, ani tym bardziej nie zgarnęli nas pogranicznicy, zakładałem, że jeszcze nie w docelowym. Chyba. Z drugiej strony może i lepiej, że nie spotkaliśmy mundurowych? Bo wytłumaczenie się, co robimy autem za jakieś trzy czwarte bańki w samym środku niczego, byłoby najmniejszym z naszych problemów. Zwłaszcza w kontekście wartej wielokrotnie więcej, wybitnie nielegalnej i potencjalnie śmiertelnie niebezpiecznej zawartości bagażnika.
    
    Tymczasem, najwyraźniej zmęczony rzucanymi od dłuższego czasu kurwami, chujami oraz innymi grzecznościami, mój współpodróżny polecił zatrzymać auto. Widząc, jak biega po okolicy i desperacko wymachuje telefonem w poszukiwaniu zasięgu, odsapnąłem tylko, starając się resztkami woli nie zostawić go na pastwę losu. Ostatecznie czy był to taki zły pomysł? Kto zaczął się wykłócać w trakcie finalnych negocjacji, mimo że ...
«1234...20»