-
Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…
Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak
... że mogłem co najwyżej pomarzyć o wciśnięciu gazu do dechy. O bardziej drastycznych rozwiązaniach nie wspominając. Korzystając z okazji, po raz kolejny włączyłem radio, starając się nastawić jakąś dającą się rozpoznać stację. Miałem już zrezygnować, gdy wśród bezładnych, przerywanych piskami trzasków, znienacka usłyszałem słowa tak wyraźne, jakby śpiewano mi je wprost do ucha: Hej, przecież ja to znałem! Tylko jakim cudem – czy raczej odgórnym zarządzaniem samego władcy piekielnych czeluści – w eterze pojawiło się nagłe zawodzenie opętanej bękarcicy i ?! Kto poza podobnymi mnie amatorami słuchał kapel grających muzykę sięgającą swymi mrocznymi korzeniami dobre pół wieku wstecz? Nie wspominając o słowach piosenki, podejrzanie trafnie opisującej me obecne położenie? Dalsze rozważania owych osobliwych problemów przerwało gwizdnięcie Pitbula, machającego chaotycznie to w moją stronę, to gdzieś w kierunku… I wówczas ją zobaczyłem. Zgarbioną, zmaterializowaną znikąd sylwetkę, drepczącą powolutku pośrodku drogi. Wyskoczyłem z auta i, nie chcąc spłoszyć jakże oczekiwanej wybawicielki, zawołałem już z daleka: – Przepraszam! Zgubiliśmy się i szukamy głównej… – Nie widząc żadnej reakcji, powtórzyłem. Mając nadzieję, że we właściwym tym razem języku. – Zamarłem. Nawet z odległości dostrzegłem puste, niewidzące oczy. Wyciągnąłem więc rękę ku całkowicie ignorującej czyjąkolwiek obecność, okrytej chustą w kolorowe motyle postaci i… – Stój! Obróciłem się ...
... błyskawicznie, odruchowo szukając skrytej pod kurtką kabury. Zamrugałem, lecz widok nie znikał. Ledwie kilka metrów dalej, na szczycie skarpy ponad drogą, stała kobieta. Czy raczej siedziała. Na koniu. Bokiem. Znaczy z obiema nogami po jednej stronie. – Zabraniam jej dotykać! Ona i tak w niczym wam nie pomoże! – Głos był czysty, dźwięczny i mocny. Oraz absolutystycznie władczy. – Mówcie mi zaraz: kim jesteście i czego tu szukacie! – Ja… my… – zacząłem się jąkać jak zasmarkany uczniak, rugany przez belferkę starej daty. – Czy mogłaby nam pani powiedzieć, gdzie właściwie jesteśmy? Chcemy dojechać do… Zawahałem się, czy dokończyć. W końcu im mniej postronni będą wiedzieć, tym lepiej. Także dla nich. Tym bardziej że doczłapał do nas Pitbul, sapiący jak rozklekotany parowóz. – Czeaj, ja tu zara pogadam! Paniusiu, musimy być jeszcze dzisiej wieczorem w… – Podniósł głowę, najwidoczniej chcąc zrobić odpowiednio groźne wrażenie. Przegrywając tym samym pojedynek nim na dobre go rozpoczął. Górująca nad nami dama, odziana w łososiową… pąsową… oczojebnie różową, plisowaną suknię ze sznurowanym gorsetem, rzuciła tylko groźnym spojrzeniem. Poprawiła się dostojnie na damskim siodle i pozornie niedbałym ruchem odgarnęła złociste włosy, spływające miękkimi falami spod atłasowego toczka. Ledwo zauważalnym gestem pokierowała smoliście czarnym rumakiem, tak by precyzyjnie przestąpił z nogi na nogę, prezentując idealnie pełnokrwisty profil. – Wkrótce zacznie zmierzchać, stąd nie widzę ...