1. Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…


    Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak

    ... przecież transakcja została wcześniej wstępnie przyklepana przez wyższe instancje, a nasza wizyta miała stanowić jedynie grzecznościową formalność? On. Kto, gdy jakoś załagodziłem sytuację, postanowił bestialsko wyżyć się na podesłanych w ramach podziękowania panienkach? Też on!
    
    Owszem, sam nie byłem świętoszkiem i także postanowiłem spędzić poprzedni wieczór w towarzystwie równie urodziwych, co chętnych do współpracy niewiast. Tyle że w naszym przypadku owa współpraca nie odbiegała od ogólnie przyjętych zasad współżycia męsko-damskiego. Ba, rzekłbym nawet, że układała się może nie wielce kulturalnie, bez przesady, ale przynajmniej wesoło. Zwłaszcza gdy w przerwach koniecznych na odzyskanie sił podśmiewaliśmy się z niezbitych faktów, iż jedna moja łóżkowa kompanionka miała gigantyczne wręcz cycki, druga lubowała się w niegrzecznych zabawach dupcią trzeciej – niewątpliwie tym faktem ukontentowanej – zaś mój bohaterski zaganiacz zaganiał bohatersko… Sami wiecie. A jeśli nie, wasza strata.
    
    I gdy właśnie zabieraliśmy się do zaliczenia trzeciej rundy wspólnych (s)ekscesów, brutalnie przerwały nam rozpaczliwe wrzaski, podbite łomotaniem w drzwi. Wiele dalece paskudniejszych rzeczy widziałem w życiu, jednak widok stojącej w nich rozczochranej, bryzgającej krwią z przestawionego nosa młodziutkiej dziewczyny, poruszył mnie do głębi. Nawet bez jej chaotycznych tłumaczeń podejrzewałem… O, nie! Tego, co zastałem w drugim pokoju, nie spodziewałem się żadną miarą! Choć właściwie ...
    ... powinienem.
    
    Jedna z kobiet, której strój zastępowały splątane pończochy kneblujące usta, miotała się po podłodze, próbując bezskutecznie wyswobodzić skute za plecami ręce. Druga, przywiązana do ramy łóżka z wypiętym wysoko, pokrytym jakąś lepką obrzydliwością tyłkiem, na mój widok zwiesiła tylko głowę z milczącą rezygnacją. Czy może raczej wstydem? Poczuciem winy? Tylko dlaczego? I wtedy przyjrzałem się ostatniej ofierze sadystycznego dramatu, klęczącej zaraz przy dupie poprzedniczki z rosnącą w oczach, siną gulą na policzku i zarzyganym po brzuch ciałem.
    
    Pełen wściekłości odwróciłem wzrok w poszukiwaniu bydlaka, którego miałem ochotę zatłuc na miejscu. Zwłaszcza że coraz wyraźniej docierało do mnie co, komu i gdzie musiał naprzemiennie na siłę wsadzać.
    
    Kto więc na koniec, przyparty do ściany przeze mnie oraz naszych gospodarzy – ewidentnie niezadowolonych z przerobienia sowicie opłaconych pań na kotlety siekane – wyciągnął spluwę z jednoznacznym zamiarem jej użycia? Po którym to urągającym zasadom gościny geście musieliśmy czym prędzej wycofać się na z góry ustalone pozycje? A jakże, on!
    
    Zajebany, pierdolona jego mać Pitbul! Nigdy się nie dowiedziałem, kto go tak ochrzcił, ale naprawdę nie mógł wybrać lepiej. Zarówno bowiem z nieskażonej myślą mordy, jak i tym bardziej braku jakichkolwiek manier, jako żywo przypominał tępego jak odwrotna strona siekiery, skokszonego do dobrych stu pięćdziesięciu kilo kundla. Na moje nieszczęście na tyle ważnego w stadnej hierarchii, ...
«1234...20»