1. Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…


    Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak

    ... sensu tłumaczyć wam dalszej drogi, bo i tak zgubicie ją pośród głuszy! – Spojrzała ku zachodzącemu słońcu i nagle zmieniła ton na grzeczny, niemalże przyjazny. – Zapraszam w me skromnie progi, gdzie będziecie mogli godnie wypocząć po trudach podróży. Bądźcie pewni, że jadła, napitków oraz… innych uciech nie zabraknie! Nie dajcie się więc dłużej prosić, tylko podążajcie więc za mną, panowie!
    
    Spojrzałem podejrzliwie na Pitbula. On jeszcze bardziej tępo niż zwykle na mnie. Odeszliśmy parę kroków, dyskutując nerwowym szeptem i zerkając na wyraźnie niecierpliwiącą się amazonkę. Wisienkę na surrealistycznym, polukrowanym absurdem torcie nonsensu, którym znienacka poczęstował nas los.
    
    A może postawił przed nami szansę? Bo tak: nawigacja padła, telefony tym bardziej, natomiast właściwa droga nie dawała się odnaleźć nawet najprostszym sposobem, czyli upartą jazdą przed siebie. Do tego znikąd objawiła się nam babina rodem z opowiastek, którymi straszy się dzieci, a zaraz po niej… Nie dało się ukryć, że także kobieta. Niemożliwie wręcz atrakcyjna. W stroju jak z pokręconego, mangopodobnego cosplaya. Mówiąca językiem znienawidzonych lektur szkolnych, której ostatnie słowa brzmiały jak zaproszenie do udziału w co najmniej orgietce. Tak, to wszystko musiało jakiś głębszy sens! Pozostawało pytanie: czy mieliśmy jakikolwiek wybór? Jedyną alternatywą wydawało się spędzenie nocy w samochodzie, by z rana, na resztkach wody oraz oparach paliwa dalej błądzić po omacku. Niby rozmawialiśmy ...
    ... w języku Jaremy, a nie Chmielnickiego, więc teoretycznie byliśmy bliżej celu niż dalej. Tylko w takim razie kiedy, jak i gdzie przekroczyliśmy granicę?
    
    Nie dochodząc do żadnych sensownych wniosków, zachowaliśmy się na poziomie bohaterów horrorów klasy „Ó” i przyznaliśmy niespodziewanej towarzyszce rację. Na co ona tylko uśmiechnęła się niewymuszenie, trąciła karosza palcatem i wprawnie zjechała po skarpie, płynnie przechodząc w elegancki kłus.
    
    Pozornie wszystko wydawało się zmierzać ku dobremu, lecz czułem niepokojąco narastający przestrach, przesycony nerwowym oczekiwaniem. Jakbym doskonale wiedział, że za chwilę stanie się coś bardzo, baaardzo złego, jednak żadną miarą nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Może sprawiły to sunące nad nami ponure chmury, z wolna przysłaniające trupiosinymi strzępami krwiste niebo? Czy wręcz nienaturalna, tak gęsta, że aż namacalna cisza, której nie przerywało nic poza oddalającym się tętentem kopyt? Próbując się uspokoić, sprawdziłem dyskretnie ile naboi pozostało mi w magazynku, oraz czy ukryty w wysokim bucie nóż wyciąga się tak gładko jak powinien. I przekręciłem kluczyk.
    
    Słońce zdążyło zajść, a my wciąż podążaliśmy za podskakującym rytmicznie w świetle reflektorów końskim zadem. Już miałem ponownie przystanąć, by przemówić Pitbulowi do resztek rozumu doskonaloną przez wieki, wciąż niezawodną metodą lepy na ryj… Gdy wówczas, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dziurawa szutrówka zamieniła się w bitą równo ciosanymi ...
«1...345...20»