-
Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…
Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak
... powód naszej wyprawy – z bagażnika. Nagle do głowy wpadła mi myśl, by odnaleźć tę szatańską niczym otaczająca mnie noc chabetę Ariadny, spróbować ją dosiąść i tym sposobem uciec, ale… czy właściwie miałem jeszcze do czego wracać? Nawet gdyby udało mi się uciec, co samo w sobie było skrajnie mało prawdopodobne, jak zwierzchnicy zareagowaliby na moją wersję wydarzeń? Jakby ona w ogóle brzmiała? „Różowa baba na czarnym kucu zwabiła nas do zaczarowanego dworku, gdzie wykorzystała mnie taka mała, napalona jędza ze świecącymi oczami, a dwie inne obcięły Pitbulowi pindola. Skutkiem czego wszystkim obecnym zrobiłem kuku. A co najśmieszniejsze, jakieś kurewskie krasnoludki zjebały mi auto i podpierdoliły towar, dzięki któremu teraz to one będą mogły latami niszczyć życie i zdrowie dziesiątek, jak nie setek tysięcy ludzi. Ale nie martwcie się, jesteście w plecy tylko parę, no może najwyżej paręnaście melonów! To jak, mogę już iść do domu? Bo muszę nakarmić chomika!”. Normalny człowiek w takiej sytuacji pewnie by spanikował, uciekał na oślep lub zrobił coś równie… normalnego? Ja natomiast miałem już wszystkiego serdecznie dosyć! Parsknąłem idealnie podsumowującym sytuację absurdalnym rechotem, rozważając wszystkie złe i jeszcze gorsze możliwości. Otworzyłem bagażnik, wyciągnąłem ze środka zapasowy kanister z benzyną i metodycznie zacząłem oblewać nią ganek, drzwi oraz ciągnącą się za nimi sień. Gdy skończyłem, pozostało mi już tylko strącić jedną ze świec i chwycić za nóż. ...
... Czekając aż ktoś – lub coś – spróbuje umknąć z rozprzestrzeniającego się gwałtownie pożaru. Zbyt rozszalałego, bym zdążył pomóc Aurorze, najpewniej wciąż nieprzytomnej i postawionej samej sobie na pastwę płomieni. Tylko co z tego? Jej opętane siostrzyczki chciały bez wątpienia zabić mojego kompana, a ona najprawdopodobniej mnie. Zresztą, nawet gdyby nie miała aż tak morderczych zamiarów, musiała przecież doskonale zdawać sobie sprawę, co działo się w tych przeklętych katakumbach! A może nie dość, że wiedziała, to jeszcze czynnie brała udział w owych zwyrodniałych praktykach? Niby nie rozpoznałem jej na żadnym ze zdjęć wiszących w korytarzu, ale… Niech ginie! Niechaj sczeźnie do szczętu w burzy ognia piekielnego, do którego rozpętania sama walnie się przyczyniła! Wpadłem wprost w chmurę duszącego dymu, biegnąc na pamięć. Korytarz wciąż był w miarę przejrzysty, więc nie miałem problemu ze znalezieniem właściwych drzwi, niemniej zdawałem sobie sprawę, że najpewniej będę musiał rejterować już oknem. Nie tracąc czasu na szukanie klucza, utorowałem sobie drogę butem i… wpadłem w progu na Aurorę. Całkowicie przytomną, ewidentnie zdezorientowaną oraz – jakby nie patrzeć – wciąż nagą. I nadal z mrożącym krew w żyłach spojrzeniem. Chociaż może faktycznie lśniącym jakby mniej intensywnie? Nie próbując dłużej roztrząsać tej kwestii, złapałem ją za rękę. – Pali się, musisz uciekać! – stwierdziłem oczywisty fakt. – Korytarzem już nie wrócimy, chodź przez okno! – Ale… – spróbowała ...