-
Ballada o trzech nieznajomych, czyli historia…
Data: 21.02.2021, Kategorie: horror, groza, śmierć, opętanie, erotyka, Autor: Agnessa Novvak
... coś powiedzieć, jednak nie miałem zamiaru wdawać się w zbędne deliberacje. – Nie dyskutuj! – Złapałem za klamkę okna. Czy raczej chciałem złapać. Oczywiście wcześniej nie zwróciłem uwagi na brak możliwości ich otwarcia, podobnie jak na podejrzanie grube szyby. Uderzyłem w nie nadającym się już tylko do tego pistoletem. Bez rezultatu. Wyciągnąłem więc nóż i zacząłem walić w taflę zaprojektowanym specjalnie w tym celu zbijakiem na końcu rękojeści. Szkło co prawda pokryło się miejscowo siateczką pęknięć, lecz nic ponadto. Ciosy pięścią były już równie rozpaczliwe co bezsensowne. Odwróciłem się rezygnacją i wbiłem wzrok w czarne kłęby, walące przez niedomknięte drzwi. Trudno, raz kozie i wszystkim innym rogatym śmierć! Zamoczyłem ściągniętą z łóżka narzutę w zawartości wanny, nad którą wolałem się specjalnie nie zastanawiać, i podałem zdezorientowanej Aurorze. – Owiń się i wstrzymaj oddech! – rozkazałem tonem nieznoszącym sprzeciwu. Samemu obwiązałem usta wilgotnym ręcznikiem, wziąłem w ramiona jakże drogocenny pakunek i skoczyłem w płomienie. Czy żyłem? Musiałem spokojnie usiąść i pomyśleć, lecz najwyraźniej tak! I to pomimo kolejnych ran, okrutnie piekących oczu oraz przede wszystkim oparzeń. Rozległych, spływających krwistym osoczem spod spieczonej żywym ogniem skorupy, które próbowałem schłodzić pod przecudownie zimną wodą, perlącą się w fontannie. Podziwiałem kulminację ognistego spektaklu w postaci walącego się dachu, strzelającego snopami iskier ponad ...
... korony drzew, zerkając równocześnie kątem oka na Aurorę. Czy żyła? Bez wątpienia! Choć wbrew pozorom właśnie jej, a nie swojego stanu obawiałem się najbardziej. Zwłaszcza że mogła wciąż nie pojmować wszystkiego, co się wydarzyło. – Żyją? – spytała nagle beznamiętnym głosem, ledwo słyszalnym pośród łoskotu pożogi. – Moje siostry znaczy? – Auroro… Chcę, żebyś wiedziała… – zacząłem niepewnie. – Ty je zabiłeś? – Spojrzała na mnie całkowicie zwyczajnymi, ludzkimi oczami. Bardzo, bardzo smutnymi. – Tak, ja! – Opuściłem głowę. – Wybacz mi. Musiałem. One… Odkaszlnąłem boleśnie, wypluwając szarą od sadzy ślinę, po czym wyznałem prawdę. Całą. Z najdrobniejszymi szczegółami. Gdy wreszcie skończyłem, Aurora nie wiedzieć dlaczego zamiast uciec, spróbować się zemścić lub zrobić cokolwiek innego, weszła do fontanny. Tak po prostu. Zupełnie się nie spiesząc ani nie przejmując moją obecnością, spłukiwała brud z małych, trójkątnych piersi, zbyt szerokich bioder i ciężkawych ud. Piękniejszych od wszystkiego, co w życiu widziałem. Wyczesywała palcami obsypane popiołem włosy, a nawet, na co bezwzględnie musiałem odwrócić wzrok, podmyła się. Ni mniej, ni więcej. Dopiero po zakończeniu owych absurdalnych ablucji podeszła do mnie. Pomogła ściągnąć nadpaloną koszulę, zamoczyła ją i przemyła odrapane plecy, posiniaczony brzuch, oparzenia na rękach oraz karku oraz spierzchnięte wargi. Po czym przysiadła mi na kolanach, powoli położyła dłoń na policzku i odsłoniła wcale nieidealne ...