1. Wesele


    Data: 24.02.2021, Kategorie: wesele, fotografia, ukryta kamera, Autor: sajmon

    Na wesele do Art Nouveau nie trzeba mnie było dwa razy zapraszać. Po wielu latach pracy fotografa ślubnego w Zakopanem miałem dość góralskich wesel. Niedobrze mi było na samą myśl o baranie z rożna i zadymionej karczmie. Nie znosiłem góralskich strojów, zaśpiewek pijanych wodzirejów, a przede wszystkim muzyki podhalańskich kapeli. Był tylko jeden plus fotografowania tych karczmianych szaleństw, oprócz oczywiście godziwego zarobku. Frywolna atmosfera takich przaśnych bachanalii oraz ilość serwowanego alkoholu sprzyjały nawiązywaniu kontaktów, nazwijmy to towarzyskich. Obiektyw mojego aparatu był zaś dla mnie świetnym pretekstem, do zaproszenia na ekskluzywne sesje zdjęciowe, podczas których starałem się namówić podhalańskie damy, do odsłonięcia trochę swoich wdzięków. A nie ukrywam, że czasami udawało się ugrać i coś więcej. Dla mnie, faceta żyjącego życiem singla, był to zawsze wart wysiłku bonus.
    
    Wesela w Art Nouveau były jednak inne. Art Nouveau było hotelikiem o elitarnych ambicjach, niemającym ani w bryle architektonicznej, ani w wystroju, nic z zakopiańskości. Oczywiście, jeśli nie liczyć chronicznej alergii na góralszczyznę. Uwielbiałem wielkie reprodukcje dzieł Gustava Klimta i Alfonsa Muchy, którymi wytapetowane były ściany sali bankietowej, a muzyka grana przez jazzowe zespoły, nie dość, że zaskakująco taneczna, miła była memu uchu.
    
    Tam też, na kawie, spotkałam się z Piotrkiem i Agnieszką, w celu ustalenia szczegółów mojej pracy. Piotrek był znanym skoczkiem ...
    ... narciarskim, który z powodu ciągnących się za nim kontuzji, pomału kończył swą krótką karierę. Agnieszka zaś była bardzo piękną, ale też niezwykle delikatną dziewczyną. Była wysoka i szczupła niczym modelka, o długich blond włosach, dużych jasnych oczach i płochliwym uśmiechu ładnie wykrojonych ust. Ubrana była w skromną, letnią sukienkę i delikatne, paskowe sandały na płaskiej podeszwie. Patrząc na nią, poczułem ukłucie zazdrości.
    
    Kiedy wychodziliśmy, Piotrek wziął mnie na bok i objąwszy ramieniem, szepnął mi do ucha:
    
    – Miałbym dla ciebie ekstra biznes. Masz dobry sprzęt do filmowania?
    
    Oczywiście miałem, ale zdziwiłem się, bo w umowie nie było mowy o wideofilmowaniu wesela.
    
    – Chodzi mi o ukrytą kamerę dobrej jakości!
    
    Byłem gadżeciażem i miałem różne fajne zabawki. Zainteresowany jego poufnym tonem, zdradziłem, jakim sprzętem dysponuję.
    
    – Chciałbym mieć film z mojej nocy poślubnej! – zaśmiał się sprośnie.
    
    Zamurowało mnie. Pierwszy raz ktoś zwracał się do mnie z takim zadaniem, ale sumka, którą rzucił dla zachęty, sprawiła, że nie potrafiłem mu odmówić.
    
    *
    
    Para młodych, przed ołtarzem starego, zakopiańskiego kościółka, wyglądała wspaniale. Stałem zaczajony na stopniach ołtarza i pstrykałem zdjęcia. Byli idealni jak z reklamy, albo raczej jak z pięknego, romantycznego, hollywoodzkiego melodramatu.
    
    Rodzice Piotrka Wahledy byli typowymi góralami z podzakopiańskiej wsi. Starszymi już, skromnymi, ale zarazem bardzo dumnymi. Rodzice Agnieszki natomiast ...
«1234...12»