-
"Czlowiek", akt 3: "Potrzask" (2/3)
Data: 04.03.2021, Kategorie: Inne, Autor: Michalina Korcz
... wiem, nie widzę przyszłości, przykro mi.- Mogę jakoś pomóc? - zapytał, niepewnie- Cóż, wiem, że jeśli przegram, to po prostu odpadnę całkowicie z gry. - powiedziałem, spoglądając na sufit - Pytanie, co jak wygram? Mam swój plan, żeby zabrać oboje do czeluści najgłębszego piekła, skoro już tak ochoczo nazywają mnie wszyscy tutaj diabłem. Jeśli nie boisz się tego, że może Ci wyrosnąć od tego ogon, różki albo i nawet rozdwoić języczek, co pewnie ucieszy Astrid to mogę Ci powiedzieć, co mam zamiar zrobić.- Mężczyzna nie odmówi pomocy drugiemu. - powiedział- Zaczynasz łapać. - uśmiechnąłem się, pierwszy raz od czasu rozstania z Gwen - A więc słuchaj...Nie było czasu na zamawianie lub szycie judogi. Szóstego dnia drugi raz złożyłem grubasowi wizytę i kazałem mu wleźć na wagę. Z problemami, jakby od lat nie chodził stanął na urządzeniu, które wskazało dwieście osiemdziesiąt. Do walki wybrano trzech, ważących kolejno dziewięćdziesiąt, dziewięćdziesiąt cztery i dziewięćdziesiąt sześć kilo. Idealnie tyle samo co spaślak. Walka miała odbyć się na wyłożonej czymś miękkim arenie, ale nie były to tatami mające amortyzować obrażenia.Siódmego dnia, z wzejściem słońca wszedłem na ring. Brakowało całej ceremonialności turniejów i ćwiczeń, ale zebrał się dość spory tłumek widzów. Zobaczyłem Wiktora, siedzącego obok Wolfgana, który mu coś mówił, poddenerwowany, ale mina mojego przyjaciela wskazywała równie wielką obojętność co szczere zadowolenie w rozmowach ze mną. Widziałem Julie, która ...
... siedzi obok i mi pomachała, gdy spojrzałem w ich stronę.Widziałem Mii i Anitę, z siedzącymi między nimi Lynx. Potem Leada, który towarzyszył Astrid trzymając ją za nogi, bo ona sama była całkowicie obejmowana przez ubranąw ciemne okulary i wyraźnie zmęczoną Dei. Na tej ostatniej długo zatrzymałem oczy. Kilka rzędów wyżej zobaczyłem znajomą twarz mulata, spoglądającego w stronę swoich sióstr, jakby z obawą i tęsknotą, ale z początkiem starcia, skupił się wyłącznie na walce.Wyszedł sędzia, który w trzech językach zapowiedział widowisko, które mieli oglądać tutejsi. Była to nudna mowa i wymawiał moje imię jako "Kuonjads". Zdążyło już się dobrze rozjaśnić, gdy pierwszy z rywali nadszedł. Wytatuowany zawodnik MMA. Musiałem użyć ryzykownego yoku-sutemi-waza, by potem móc zacząć go dusić nogami. Prawie się mi wymknął, waląc w kolana swoimi pięściami, ale nie po to codziennie biegałem i podnosiłem nimi ciężary, by sobie na to pozwolić. Padł po długich dwóch minutach.Sędzia chciał ogłosić przerwę, ale wyrwałem mu mikrofon i patrząc w stronę Wolfgana krzyknąłem tylko, by przestał się bawić, bo to nudne i dawał kolejnego, rzucając urządzeniem o ścianę ku rozbawieniu obcej gawędzi, jaka przyszła popatrzeć na walkę. Zapłacili za bilet, jakby to był turniej.Drugi był lepszy, wyprowadził mi nawet parę bolesnych cisów w ramiona i klatkę piersiowa, ale wystarczyło kilka kopniaków piętą i jeden kolanem, by zyskać szansę na przerzut przez biodro i założenia mu kolana na gardło. Nie była jeszcze pora ...