-
Córka Architekta (IV)
Data: 06.03.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
Wracałem spacerkiem z biblioteki. Alicja zaraziła mnie czytaniem. Przedtem książki miałem w ręce od święta, dosłownie. Teraz dwa, a czasem nawet trzy razy w miesiącu odwiedzam bibliotekę. Akurat wtedy nadrabiałem brak znajomości sagi o Harrym Potterze. Żona preferowała nieco poważniejsze lektury, poprosiła mnie o „Braci Karamazow”. Wszystkie książki miałem w podręcznej torbie. Było ciepło, ale nie zdjąłem marynarki. A to dlatego, że miałem w niej pilot. Chciałem go mieć przy sobie. Zazwyczaj trzymałem go właśnie w wewnętrznych kieszeniach marynarki, tuż przy sercu. Miałem pewność, że go nie zgubię i nikt mi go nie ukradnie. Bałem się go zostawiać w domu. Gdyby zdarzyło się jakieś nieszczęście, mogłem dzięki niemu uratować Alicję. Jeśli w zamian za jej życie muszę ponieść ofiarę gotowania się w marynarce w ciepłe dni, to jest to mały koszt. Stanąłem na przystanku. W pewnym momencie zauważyłem, że mężczyzna trzymający w rękach szklaną kulę przygląda mi się badawczo. Uśmiechnąłem się sztucznie i skinąłem uprzejmie do niego głową. Podszedł bliżej. – Przepraszam, jest pan Architektem? – zapytał. – Nie, pracuję w banku – odparłem. – Znamy się? – A może ma pan przy sobie jakiś niezwykły przedmiot? Choć to raczej... – urwał i zbliżył do mnie kulę. Była wypełniona przezroczystą cieczą, w której pływała mała czarna kulka z przymocowaną czerwoną strzałą. Grot skierował się dokładnie w moją pierś i stuknął w szklaną ściankę. – Niektórzy mają talent, choć o tym nie wiedzą. ...
... Nieświadomie wysyłają impulsy. No, chyba że ma pan przy sobie jakiś niezwykły przedmiot. Od jakiegoś czasu dziwne zjawiska dookoła przestały mnie zaskakiwać. Mężczyzna sprawiał wrażenie niegroźnego. Mówił z zagranicznym akcentem. Z wyglądu przypominał Baltazara, tylko młodszego o jakieś piętnaście lat. Był też trochę niższy. Pytał o Architekta, czyli całkiem możliwe, że sam jest jednym z nich. – Ja nie jestem Architektem, ale mój teść tak – szepnąłem. – Och – zdziwił się. – Pan wybaczy. Nazywam się Johannes Dunkelnacht. Jestem niezrzeszonym Architektem. Ilekroć bywam w nowym mieście, sprawdzam, czy smoczy kieł nie wyczuwa jakichś impulsów. Od pana wyczuł i podążałem tym tropem. – Nazywam się Dawid – ukłoniłem się. – Teść coś wspominał, że mam talent – skłamałem. Istnienie pilota wolałem zachować w tajemnicy. Nie rozumiałem zbytnio o co chodzi, ale udawałem, że wszystko wiem. – A pański teść do jakiej gildii należy? – Niestety, nie wiem. Trzyma mnie z daleka od takich spraw. – Rozsądnie. W tym regionie Wielka Loża Wschodnia i Drugi Krąg spierają się o pozycję dominującą, więc lepiej nie wnikać w konflikty. – Ten smoczy kieł... Jak to działa? – zapytałem, udając tylko niewielkie zaciekawienie. Miałem nieodparte wrażenie, że ktoś przygląda się nam z ukrycia. Starałem się więc mówić cicho i bez wyraźnych emocji. – To proste urządzenie mojej konstrukcji – dumnie wypiął pierś. – Wyczuwa impulsy i podąża ich śladem. Proszę się nie martwić, aż tak źle nie ...