-
Księżniczka na palu
Data: 01.04.2021, Autor: Indragor
... kuzynkę i powiedział, że on tu nic nie pomoże. – Abi odsunęła się ode mnie i z nadzieją zapytała: – Może ty znasz jakiegoś maga? Wzruszyłem tylko ramionami. – Szkoda. – Abi znowu posmutniała. Spojrzałem w jej wilgotne oczy i tym razem ja przycisnąłem ją do siebie, całując w jedno oko, potem w drugie, a następnie składając długi pocałunek na ustach dziewczyny. W tym czasie mój sztywny członek bezczelnie opierał się o brzuch Abi. Gdy przerwałem, odezwała się już z lekkim uśmiechem: – Znowu ci stoi. – Przepraszam – zawstydziłem się. Wydawało mi się, że nie jest to dobry moment na kombinowanie jak przelecieć panienkę. – Nic nie szkodzi, to nawet fajne. Jako księżniczka jestem przyzwyczajona do takiego widoku. W naszym królestwie nieraz widziałam jak mężczyznom niskiego stanu stają członki na mój widok. To normalne. Tak powinno być. – Miałaś nianię? – dopytywałem. – Tak, ale jej nie udało się uciec. Nie wiem, co się z nią stało. Pewnie już… Nie mówmy o smutnych sprawach – zmieniła temat. – Wracamy na kanapę. – zadecydowała, po czym pociągnęła mnie w jej kierunku. Spojrzałem jeszcze raz na żmiję w terrarium i niespodziewanie cała ta sytuacja, jej słowa, skojarzyły mi się z „Władcą pierścieni”, takim filmem. – A ty umiesz czarować? – Zatrzymaliśmy się w połowie drogi do kanapy. – Nie… Właściwie to znam jedno zaklęcie obronne. Rodzice kazali mi się nauczyć, abym potrafiła się obronić, gdyby coś mi groziło, przynajmniej do czasu, dopóki straż ...
... królewska nie przybędzie i mnie ochroni. – Pokaż. – Zainteresowałem się, co to takiego mogłoby być. – Nie… wolę nie, jeszcze nie całkiem je opanowałam. Poza tym to zaklęcie obronne. Mogę go używać tylko, gdyby coś mi groziło albo w obronie czyjegoś życia. – Delikatnie się zawstydziła. – No pokaż, nie daj się prosić. – Byłem cholernie ciekawy. Z tej przyczyny jeszcze dla zachęty delikatnie pocałowałem ją w usta. – No dobrze – zgodziła się. – Tylko nie ruszaj się i nic nie mów, żebym się nie zdekoncentrowała. Gdyby zaklęcie wymknęło mi się spod kontroli, mogłoby narobić szkód. – Będę cicho – zapewniłem. – To patrz. Zamknęła oczy i złączyła dłonie w dziób, jakby miała w nich duży owoc i coś cichutko wymamrotała. Zaraz potem gwałtownie rozchyliła ręce, równocześnie otwierając oczy, a z jej dłoni wyskoczyła pomarańczowa kula o średnicy pięciu centymetrów, może nieco większa. Kula, skwiercząc, jakby się gotowała, zawisła w powietrzu wahając się po kilka centymetrów w różne strony. Wokół niej biły liczne mini pioruny, przynajmniej takie wrażenie ten efekt sprawiał. Abi ruchami dłoni i ciała wyraźnie walczyła o ustabilizowanie kuli. W końcu udało jej się to i kula nadal skwiercząc i bijąc mini piorunami, zawisła nieruchomo. Kilka sekund później Abi gwałtownie złączyła dłonie z klaśnięciem i kula w jednej chwili zniknęła z takim jakimś jakby chrumknięciem. Zaraz potem przez chwilę podmuchała na swoje dłonie. – O rany, niezła sztuczka! – Byłem pod silnym wrażeniem tego, ...