-
Mandat (I)
Data: 19.04.2021, Autor: blackjack
... szlachetny? – Mój surowy ton jedynie go rozśmieszył. – Nie jestem – roześmiał się. – Jednak nie lubię trzymać dwóch srok za ogon. – Bo? – Tak po prostu. – Nie ma ludzi bez wad. – Ja nie twierdzę, że jestem bez wad. Ale moje wady równoważą zalety. Taką przynajmniej mam nadzieję. Tak, pewnie – pomyślałam z przekąsem. Bez wad? – A umówiłeś się ze mną, bo zauroczyło cię moje niewinne, pełne rozpaczy spojrzenie błękitnych oczu? – Ależ skąd! – Poweselał jeszcze bardziej. – Umówiłem się z tobą, bo zauroczyła mnie idealnie kształtna i krągła pupa oraz zgrabne nogi. – Wy, mężczyźni! – odepchnęłam go z udawanym oburzeniem. Nie wyglądał na zbytnio przejętego. A ja, tak naprawdę nie mogłam się na niego złościć. – Wolisz jak facet opowiada ci kłamstwa, że od pierwszego spojrzenia zauroczyła go twoja inteligencja i elokwencja? – Inteligencja nie może zauroczyć od pierwszego spojrzenia! – Niektórzy twierdzą, że może. Wymownie popukałam się w czoło. – To jest czysta obłuda. Już prędzej w wyborze partnera pomaga kobiecie jej nos. – Nos? – Istnieje teoria, że bierzemy was na zapach. Coś w tym chyba jest – dodałam zamyślona. – Czyli skoro zgodziłaś się pójść ze mną na kawę, to oznacza, że ładnie pachnę? – Zgodziłam się, bo primo, chcę się upić. A secundo, jutro ciężki dzień. Będę musiała wszystko odwołać, wytłumaczyć… Posmutniałam. Wojtek przygotował kolejnego drinka. – Proszę, pij. Daję słowo, że odwiozę cię potem prosto do ...
... domu. – Czym? Też pijesz. – Radiowozem na sygnale – zaczął się śmiać, bo zrobiłam dziwną minę. – Szkoda, że nie złapałam go wcześniej na zdradzie. A byłam tak pewna… – To może klin? – Pewnie zaproponujesz własną kandydaturę? – Dlaczego nie? Jestem przystojny, dobrze zbudowany – w udawanym geście naprężył muskuły – i mam powalający uśmiech. – Ładnie pachniesz – dodałam w zamyśleniu. Czułam jak komórka w mojej torebce zaczyna wibrować i zastanawiałam się czy przypadkiem nie dzwoni mój niewierny narzeczony. – Ale to i tak kiepski pomysł. – A może to ze mną jutro weźmiesz ślub? Garnitur mam, nikt nie zauważy… Wybuchłam śmiechem, bo powiedział to tak poważnym, przekonującym tonem. Jeżeli chciał mnie rozśmieszyć, to znakomicie mu się to udało. – Adam jest jasnym blondynem, wariacie! – Ale ze mną będziesz miała ładniejsze dzieci – dodał wesoło sięgając po swojego drinka. – Skąd wiesz? – Bo będą miały twoje błękitne oczka i moje ciemne włoski. Nie po raz pierwszy w jego obecności, poczułam, że na policzki wypełza mi potężny rumieniec. Nie chodziło o dzieci, o związek, ale na samą myśl, że mógłby mnie pocałować, że moglibyśmy zrobić coś więcej… Że moglibyśmy się kochać! Rany! Jestem kompletnie popieprzona. Przed kilkoma godzinami zwalił się mój długoletni związek, pękło serce, a ja tu rozmyślam, jak to będzie znaleźć się w ramionach tak naprawdę kompletnie nieznanego faceta. – Wojtek… To był zły pomysł. Powinnam wrócić do domu. – Takim jestem ...