1. Mandat (I)


    Data: 19.04.2021, Autor: blackjack

    ... kiepskim towarzyszem?
    
    – Nie o to chodzi. Sądzę, że byłbyś wspaniałym towarzyszem. Ale nie dziś.
    
    – Wolisz cierpieć w samotności niż wypłakiwać żale na mojej szerokiej, muskularnej piersi?
    
    Westchnęłam. Co za uparty typek! Najgorsze było jednak to, że naprawdę bardzo mi się podobał i gdyby nie zaistniała sytuacja…
    
    – Wcale nie wolę. Sama nie wiem – powiedziałam bezradnie, otulając się ramionami i kuląc na swoim miejscu. – Już nic nie wiem.
    
    Wojtek nagle spoważniał. Uniósł kciukiem mój podbródek i z uwagą wpatrywał się w oczy, w których ponownie pokazały się łzy.
    
    – Odwiozę cię do domu – powiedział stanowczo. – Poczekaj na mnie. Zapłacę i przyniosę nasze okrycia.
    
    Skinęłam głową. Najdziwniejsze było to, że czułam ogromny żal. Dlaczego tak łatwo zrezygnował? Nie, to już była przesada. Muszę się w końcu zdecydować – chcę się upić i pozbywając wszelkich hamulców moralnych przespać z nieznanym mi facetem, czy też upić i kiedy już wypłaczę wszystkie łzy, pójść spać?
    
    Sięgnęłam po telefon. Miałam tam ponad sto nieodebranych połączeń od Adama.
    
    I co z tego? Czyżby chciał przeprosić i błagać o wybaczenie? A co z zaufaniem? Jak zamierzał odzyskać coś, co było tak ważne, tak fundamentalne dla każdego związku?
    
    – Proszę, twój płaszcz – Wojtek otulił mnie prochowcem. – A taksówka już czeka przed wejściem.
    
    – Szybki jesteś.
    
    – Czasami – leciutko się uśmiechnął.
    
    Milczałam całą drogę, to zastanawiając się czy nie zaprosić Wojtka do środka, to znów czy mimo wszystko nie porozmawiać z Adamem. Bynajmniej nie po to, by od razu mu wybaczyć. Zamierzałam wpierw odpracować karczemną awanturę i zmieszać jego ego z błotem. A potem? Potem się zobaczy.
    
    Jak się okazało, to los postanowił za mnie podjąć decyzję.
«1...3456»