-
Uwierzyć w los (I)
Data: 19.04.2021, Kategorie: wakacje, studentka, podróź, Autor: Milena
... przejechać najpierw przez riwierę francuską, a potem ruszyć w kierunku zamków nad Loarą. Samochód miałam oddać za 2 tygodnie w Nantes, stamtąd TGV do Paryża i samolotem do Warszawy. - Widzę, że jesteś uporządkowaną kobietą, wszystko skrupulatnie zaplanowane i dopięte na ostatni guzik, powiedział Jacek z odrobiną podziwu w głosie. - Nie - odpowiedziała - po prostu mój budżet nie za bardzo pozwala na planowanie 'ad-hoc', więc wolę jak najmniej pozostawiać na ostatnią chwilę, bo to przeważnie sporo kosztuje. Podobał mu się jej język i sposób w jaki mówiła, miał wrażenie, że byłaby świetnym partnerem w dyskusji. Uświadomił sobie, że mógłby polubić tą dziewczynę, a może już ją polubił? Jechali razem już około godziny i Ania poczuła się nieco swobodniej - opowiadała o studiach, które były jej ogromną pasją. O architekturze wiedziała na prawdę dużo i umiała o niej opowiadać tak, że zarażała entuzjazmem słuchaczy. - Lubisz owoce morza? - spytał znienacka. - O tak, odpowiedziała z rozmarzeniem. Jacek, zjechał z autostrady - Gdzie jedziemy - spytała zaniepokojona? - Na jedne z lepszych owoców morza jakie można zjeść we Francji - odparł. - Nie jestem specjalnie głodna - skłamała - bojąc się cen w lokalu pod który podjechali. - Jesteś, powiedział z uśmiechem, poza tym - ja stawiam, dodał - jakby znów czytał w jej myślach - Tak dawno nie miałem okazji zjeść kolacji w miłym towarzystwie, że będzie to dla mnie ogromną przyjemnością. Poczuła się nieswojo, ...
... Jacek zdążył zaparkować i wysiąść, podszedł i otworzył jej drzwi - siedziała nadal patrząc na niego niepewnie - No dobra, powiedziała w końcu spokojnie, ale podczas kolacji to ty opowiesz mi trochę o sobie. - Jasne, odparł z uśmiechem - a ten uśmiech zadziałał. Zaczęła ubierać buty, które zsunęła z nóg w czasie jazdy - Zostaw - rzucił - tu jest trawa więc - spokojnie możesz iść boso. Przyjęła jego propozycję z ochotą, jej stopy po całym dniu były zmęczone i opuchnięte, a spacer boso po trawie brzmiał cudownie. Powoli zaczęła sobie zdawać sprawę, że Jacek ją oczarował. Był przystojny, inteligentny, wysportowany, jeździł pięknym sportowym samochodem i był kwintesencją - "rycerza na białym koniu" o jakim marzyły dzisiejsze "księżniczki". Na szczęście była inteligentną dziewczyną i nie wierzyła w rycerzy, a już na pewno nie zamierzała zabrnąć w jakąś nieprzyjemną sytuację z nieznajomym facetem pośrodku Francji. Natomiast zjedzenie kolacji w jego towarzystwie wydało jej się dobrym pomysłem. Zamówili dwie porcje muli w winie i bagietki z masłem czosnkowym. On pił wodę, ona wino domu. Niespiesznie opowiadał o swoich firmach i biznesach, nie chełpiąc się specjalnie, ale wyraźnie podkreślając co uważa za sukces, a co za porażkę, tych drugich było zdecydowanie mniej. Nim się zorientowali, była blisko 23. - Przepraszam - powiedział ze skruszoną miną - jutro będziesz nie wyspana, i to przeze mnie, i będzie Ci się źle prowadziło. Powiedz mi gdzie Cię odwieźć? - ...