1. Uwierzyć w los (I)


    Data: 19.04.2021, Kategorie: wakacje, studentka, podróź, Autor: Milena

    ... Coraz bardziej mnie zaskakujesz - powiedziała.
    
    - Dziękuję - odparł - słusznie uznając to za komplement.
    
    Zjedli na spokojnie śniadanie i poszli się spakować, pół godziny później Jacek zapukał do jej pokoju - zabrał walizkę i poszli do auta. Tym razem obie walizki wylądowały w bagażniku. Spojrzał na nią i spytał:
    
    - chcesz prowadzić?
    
    - Mogę - spytała z mieszaniną ekscytacji i podenerwowania
    
    - Jasne - odparł i otworzył przed nią drzwi kierowcy.
    
    Usiadła niepewnie za kierownicą.
    
    - Jejku - tu nie ma nawet dźwigni zmiany biegów - Jacku nie wiem, czy będę umiała to poprowadzić. -
    
    - Spokojnie, zamiast dźwigni masz te przyciski na desce - zaraz Ci wszystko pokaże, uważaj tylko na pedał gazu bo auto ma prawie pięćset koni mechanicznych - resztą się nie przejmuj.
    
    Ruszyła i ostrożnie wyjechała z parkingu, kierując się komunikatami z nawigacji wjechała na autostradę. Dodała lekko gazu i poczuła jak auto skoczyło do przodu - jeszcze nigdy nie prowadziła takiego potwora. W jej głowie podniecenie walczyło z przerażeniem, a ekscytacja i adrenalina robiły swoje - dodała gazu i z prędkością prawie 150 km/h pomknęli w stronę Marsylii. Kilkadziesiąt minut później szukali już miejsca parkingowego w centrum miasta. Oboje mieli wrażenie, że nawet milczenie jest przyjemniejsze w towarzystwie, w drodze zamienili raptem kilka słów, ale świadomość tego, że na siedzeniu obok siedzi druga osoba dla obojga było bardzo miłą odmianą od zamierzonych planów. Zaparkowali w centrum ...
    ... Marsylii i ruszyli przez miasto - Ania zachwycała się niektórymi budynkami, a krytykowała inne, robiła przy tym setki zdjęć i wyglądała, jak 5 latek w fabryce cukierków. Jacek z fascynacją obserwował jej otwartość i energię. Koło południa zatrzymali się w małej kawiarence na szybkie espresso, nie tylko nie pozwoliła sobie kupić kawy, ale jeszcze uparła się zapłacić za kawę Jacka, zgodził się wiedząc, że sprawi jej to przyjemność.
    
    Później ruszyli w stronę morza i mariny. Ania koniecznie chciała obejrzeć cumujące tam jachty. Były piękne, smukłe kadłuby i strzeliste maszty, piękne i dumne. Las masztów, kołyszących się w rytmie morza. Przechadzali się leniwie, nie zwracając specjalnej uwagi na czas, ale godzinę później siedzieli już w samochodzie i pędzili w stronę Saint-Tropez. Pochodzili chwilę po uliczkach, zrobili zdjęcie posterunku z "Żandarma w Saint-Tropez" i zaczęli szukać jakiejś miłej knajpki na obiad. Zdecydowali się na Cafe de Paris. Zgodnie stwierdzili, że jedzenie było co najwyżej przyzwoite, za to lokalizacja bajeczna. Tym razem Jacek zapłacił za jedzenie - stwierdzając z uśmiechem, że to nie był McDonald's więc on płaci. Wyszli z lokalu i kierowali się powoli w kierunku samochodu, kiedy ktoś zawołał Jacka, odwrócił się zdziwiony i spostrzegł znajomą twarz, przywitał się serdecznie z wołającym go mężczyzną, po czy przedstawił go Ani. - To Pierre - mój biznesowy partner z czasów, kiedy prowadziłem firmę wynajmującą jachty, na terenie Morza Śródziemnego, powiedział. ...
«12...678...»