-
Czarci Jar (V). Złe słońce
Data: 09.05.2021, Kategorie: horror, śmierć, para, Autor: Man in black
... głowie. Momentalnie usiadł i rozmasował skronie. Jasne bolesne rozbłyski rozsadzały mu czaszkę. – Boże, ale boli. – Musisz być bardziej ostrożny – żona pomimo serdecznego tonu, nie sprawiała wrażenia przejętej. – Co się stało? Nic nie pamiętam. – To zrozumiałe, mieliście wypadek. – My? – Ty i Natalia, nie pamiętasz? Spróbował przypomnieć sobie cokolwiek. Jednak jego umysł ogarnęła ciemna pomroka. Jakkolwiek nie starałby się skupić i wysilić, w głowie miał pustkę. Poprzedni dzień i każdy wcześniejszy był dla niego czarną bezkresną dziurą. Irytujące wrażenie. Podniósł się, tym razem ostrożniej. – Gdzie jest Natalia? – miał niejasne przeświadczenie, że to jego córka... nie, nie jego, ale Lucyny. Wszystko było takie niejasne. – Tutaj – dziewczyna właśnie wyszła z łazienki. Na głowie miała bandaż. Oplatał jej czoło, lśniąc sterylną bielą. Nastolatka zajęła miejsce na wolnym fotelu. Mężczyzna podszedł do stołu i spojrzał na żonę, później na pasierbicę. – Dobrze się czujesz? – Sama nie wiem, chyba straciłam pamięć. – Moi nieszczęśnicy, byliście na spacerze. Zapuściliście się w górę północnego stoku. – Tak? – Jerzy starał się zmusić pamięć do pracy. – Tak i ziemia się pod wami osunęła. Obydwoje spadliście. Macie szczęście, że żyjecie. Co ja bym bez was zrobiła? Wyraz twarzy żony nie podobał mu się. Było w nim coś, co wywoływało w nim pewien dysonans. Jakby jej słowa nie współgrały z jej mimiką. Zdało mu się, że czuje od niej chłód. ...
... Spojrzał na nastolatkę. Wyglądała na równie zagubioną i skołowaną, co on. Mętlik w jego głowie zaczął wywoływać irytacje. – Zbierajmy się kochani, powinniśmy coś zjeść. To nam wszystkim dobrze zrobi – Lucyna podniosła się, chcąc ponaglić w ten sposób apatycznych maruderów. – Chyba nie jestem głodna – Natalia spojrzała na matkę, jakby w jej twarzy chciała odnaleźć odpowiedź na to, czy dziewczyna jest głodna, czy nie jest. – Masz rację kochanie, nie jesteś głodna – matka przemawiała do niej jak do dziecka, nie spuszczając z niej oczu – ale pić musisz. – Jestem spragniona – powiedziała widmowym głosem dziewczyna. – Oczywiście, że jesteś. Jerzy patrzył na tę scenę, czując się w jakiś dziwny sposób odrealniony. Jakby obserwował je przez brudną szybę, a ich zachowanie łatwiej było mu interpretować jak występ teatralny. Gdzieś w tym wszystkim kołatało mu się w głowie, że na jego oczach rozgrywa się coś o szczególnej wadze. Że wyjaśnienie jest na wyciągnięcie ręki, jednak jego umysł był zbyt ociężały. Pracował na wolnych obrotach. Przeraziły go te odczucia i chaotyczne myśli. – A co ze mną? – Jerzy przez chwilę nawet nie był świadomy, że to jego głos. – To pytanie jest jak najbardziej w porządku, kochanie. – Tak? – Oczywiście, że tak. Nie widzisz, że masz spierzchnięte usta? Głos ci zachrypł, a do tego męczy cię uczucie jakbyś miał w gardle piasek. – Mam piasek – powtórzył i nagle poczuł, jakby się krztusił. Ogarnęło go przekonanie, że usta ma pełne ...