1. Plugawa Arleta (III). Dotyk mroku


    Data: 14.06.2021, Kategorie: horror, sąsiadka, Autor: Man in black

    Obudziłem się około dziewiątej. Szara barwa z nieba sączyła się do salonu, wysysając kolory z mebli. Wyglądało to jak białe noce w Helsinkach. To miejsce stawało się dla mnie coraz bardziej irytujące. Zebrałem się w sobie i ruszyłem z mocnym postanowieniem. Zamierzałem zabrać stąd Paulinę i zawieźć ją do lekarza.
    
    Jednak ledwie wyszedłem z salonu, zauważyłem żonę w kuchni. Najzwyczajniej w świecie krzątała się przy piecu. Smażyła jajecznicę. Poczułem zapach cebuli i bekonu. Podszedłem do niej. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła.
    
    – Dobrze, że już wstałeś. Zaraz będzie śniadanie.
    
    – Czujesz się już lepiej? – nie potrafiłem ukryć zdziwienia.
    
    – O, zdecydowanie tak – humor najwyraźniej jej dopisywał.
    
    Usiadłem przy stole. Nie czekałem długo, kiedy Paulina postawiła przede mną talerz. Spróbowałem ostrożnie, sam nie wiem, dlaczego właśnie tak. Być może bałem się, że to kolejna szalona wizja, projekcja mojego zmęczonego umysłu. Jedzenie było smaczne. Żona usiadła naprzeciwko mnie.
    
    – Ty nie jesz?
    
    – Już zjadłam.
    
    Żona popijała specyfik od Róży, przyglądając mi się uważnie. Dziwnie było siedzieć naprzeciwko, czując, jak lustruje mnie wzrokiem. Jeszcze przed paroma minutami byłem gotów wieźć ją na złamanie karku do szpitala, a tu proszę.
    
    – Bliźniaczki już poszły? – zagaiłem.
    
    – Tak, godzinę temu. Kochane dziewczyny, nie sądzisz?
    
    Nie byłem pewny co odpowiedzieć.
    
    – Chyba tak – nie było mnie stać na nic lepszego.
    
    – Chyba? Weź, przestań. Nie uważasz, że ...
    ... ostatnio spotkało nas wiele dobrego?
    
    – Co masz na myśli? – małżonka nie przestawała mnie zadziwiać.
    
    – Na przykład ten dom. Jest piękny i tylko nasz. A sąsiadki? Wspaniałe kobiety i takie uczynne, bezinteresowne. W dodatku Skugganumbók. Kurcze Wiktor, to wszystko spadło nam jak z nieba. Ty tak nie uważasz?
    
    Wypchałem usta jajecznicą, żeby dać sobie chwilę na zastanowienie. Nie potrafiłem zdobyć się na całkowitą szczerość. Było w Paulinie coś, co kazało mi zachować ostrożność. Schudła, miała cienie pod oczami, ostrzej zarysowane kości policzkowe, ale to nie wszystko. Było w jej twarzy coś takiego, nie mogłem tego precyzyjnie określić, po prostu odniosłem wrażenie, że rysy jej twarzy uległy delikatnej metamorfozie.
    
    – Pewnie masz rację – odparłem mało oryginalnie.
    
    – Oczywiście, że mam.
    
    *
    
    Jadąc do pracy, wypełniały mnie mieszane uczucia. Paulina czuła się lepiej, a nawet potrafiła się uśmiechać. To było dobre. Jednak z drugiej strony, męczył mnie irracjonalny niepokój. Coś w tym wszystkim nie się nie zgadzało. Ludzie nie wracają do zdrowia tak nagle, z dnia na dzień.
    
    Do biura dotarłem z głową pełną ponurych myśli. Cieszyłem się, że udało mi się wyrwać z Miechowickiego Lasu. Problem polegał na tym, że od razu wyczułem dziwną atmosferę. Jakieś ukradkowe spojrzenia i nienaturalne zachowanie. Wymuszona uprzejmość, ciekawość. O co w tym wszystkim chodziło? Zanim doszedłem do swojego biurka, zaczepił mnie Błażej, mój szef.
    
    – Dobrze, że jesteś. Pozwól do mnie na ...
«1234...8»