-
Plugawa Arleta (III). Dotyk mroku
Data: 14.06.2021, Kategorie: horror, sąsiadka, Autor: Man in black
... chwilę. Nieprzyjemna fala ciepła rozlała się na moich piersiach. Spłynęła do żołądka i zagnieździła się tam, uwierając, wywołując niepokój. Wszedłem z marsową miną i zająłem miejsce, które mi wskazał. – Posłuchaj kolego. Nie wiem, co przeskrobałeś, ale twoja kariera w tej firmie właśnie dobiegła końca – rzucił na blat papiery – Tu masz wypowiedzenie. – Nie rozumiem – musiałem opanować drżenie rąk. – Polecenie przyszło od naszego najważniejszego udziałowca. Myślę, że doskonale wiesz, o co chodzi. Podpisz i zabieraj się stąd. Przełknąłem ślinę. Z trudem podpisałem dokumenty. Nie miałem odwagi spojrzeć mu w oczy. Najważniejszym udziałowcem w tym salonie był ojciec Lucyny. Nie byłem pewny, ile Błażej wie. Czułem jak zalewa mnie fala goryczy, wstydu i złości. – W kasie odbierz wypłatę. Nie przychodź tu więcej. Zamknąłem za sobą drzwi. Chciałem jak najprędzej opuścić to miejsce. Żadne zwolnienie nie należy do przyjemności, a już, szczególnie kiedy wiesz, że narozrabiałeś. Teraz spojrzenia kolegów i koleżanek paliły mnie, jakby ktoś przypiekał mnie laserem. Wrzuciłem swoje drobiazgi z biurka do kartonu i poszedłem po pieniądze. Patrzyłem głównie w podłogę. Bałem się, że wszyscy wiedzą, co zrobiłem. Nie na darmo mówi się, że na złodzieju czapka gore. Na parkingu poczułem się troszkę lepiej. Byłem wściekły na Lucynę. Tak wiem, to moja wina. To ja dałem ciała i zachowałem się jak zwierzak. Wiedziałem również, że mogła mi narobić znacznie więcej problemów. Mimo ...
... to byłem na nią zły. Tak to już jest, kiedy ktoś wyrządza ci krzywdę. Każdy z nas jest bardziej wyczulony na swoją niż cudzą. Tylko święty przyjąłby to z pokorą, a mnie ostatnio było coraz dalej do świętości. * Miechowicki las był nieruchomy, skamieniał w ponurej aurze jesiennego przedpołudnia. Cisza panująca dookoła przytłaczała swoją wielkością, ale jednocześnie stanowiła doskonały parawan przed światem zewnętrznym. Będąc tutaj, czułem coraz wyraźniej, że wszystko, co na zewnątrz, nie ma znaczenia. To osiedle stanowiło swoisty azyl. Nie byłem tylko pewny, przed czym lub przed kim. W domu czekała na mnie niespodzianka. Zamiast Pauliny znalazłem w salonie jedną z bliźniaczek. Stanąłem zaskoczony na środku pokoju. Sąsiadka siedziała na sofie przy kominku, sączyła wino i uśmiechnęła się na mój widok. – Cześć Wiktor, to ja Celestyna. – Gdzie jest moja żona? – być może powinienem być milszy. – Paulina jest w bibliotece, u naszego emeryta. Kazała ci przekazać, że wróci późno. – A ty? Co tutaj robisz? – Twoja żoneczka prosiła mnie, żebym dotrzymała ci towarzystwa. – Doprawdy? Dziwne. – A jednak – uśmiechnęła się. Postawiłem wódkę na stole. – Tak się składa, że zamierzałem się upić. – Oj, coś nie tak? Źle ci poszło w pracy? – jej szare oczy przenikały mnie na wskroś. – Posłuchaj, skoro masz mi dotrzymać towarzystwa, to albo ze mną pijesz, albo wracaj do domu. – Zatem pijmy – usiadła w fotelu z uśmiechem na ustach. Sądziłem, że to ją ...