-
Królowa gruszek
Data: 18.06.2021, Kategorie: włoszka, szefowa, sierpień, upał, emigracja zarobkowa, Autor: Kondotier
... liczeniem, z ekipą, z czymkolwiek, od dzisiaj przychodzisz do mnie, jestem w biurze albo w domu, drogę znasz. Enrico wyjechał na kilka dni do Neapolu i przez ten czas ja jestem we wszystkim waszą szefową. Jasne? – ostatnie słowa zaakcentowała w stanowczy i wydawało się poważny sposób. - Oczywiście, proszę Pani. Wiem gdzie Panią znaleźć, ale myślę, że nie będzie żadnych problemów – Krzysiek, speszony, odpuścił sobie frywolny ton – w razie czego się do Pani zgłoszę. - No to korzystaj ze swojej przerwy Polacco, niech Ci się coś ładnego przyśni – znów uśmiechnęła się patrząc mu w oczy – tylko nie prześpij 15-tej, bo Ci potrącę z wypłaty! – odwróciła się i ruszyła między gruszami do grupki Wietnamczyków rozłożonej kilkadziesiąt metrów dalej. Krzysiek bez słowa wpatrywał się w jej opalone plecy, wyraźnie zarysowaną, jak na jej rozmiary, talię i pulchne pośladki zaznaczające się pod szarym materiałem. Tego wieczoru masturbował się pod prysznicem myśląc o Signorze Antonii. Doszedł po trzech minutach, zalewając spermą brudny brodzik we wspólnej łazience, nie czuł się jednak ani trochę rozładowany. Wciąż myślał o jej obfitym ciele schowanym pod szarą sukienką. Myślał o ich popołudniowej rozmowie, o każdym zdaniu, które powiedziała. Czy ona go uwodziła? Czy każdemu pracownikowi wspominała, że Enrico wyjechał na kilka dni? Może i tak, ale jednak sposób w jaki o tym wspomniała ciągle go zastanawiał. I patrzyła na jego kutasa, to pewne, złapał ją na tym dwa razy. Miała ...
... zresztą na co patrzeć, pomyślał z pewną dumą. A może jednak tylko się z nim droczyła? Zresztą co on może z tym zrobić, przecież to jego szefowa, nie pójdzie do niej do domu. A w zasadzie dlaczego nie? Przecież sama mówiła, żeby przychodził w każdej sprawie. Siedział na progu baraku i odpalał kolejnego papierosa. Mimo zapadającej nocy wciąż było gorąco i do tego duszniej niż za dnia; powietrze wisiało gęste i nieruchome nad całym sadem. Nieco obok, przy plastikowym stoliku, grupka Ukraińców piła piwo, z umiarem mieszając je co jakiś czas z ciepłą wódką. Wietnamczycy już spali w środku, jeden zaczynał jak co noc chrapać. Znów pomyślał o niesamowitej, złotobrązowej skórze Signory Antonii, o jej gigantycznych cyckach ciążących w czarnym, jak sobie wyobrażał, staniku, o tym co teraz robi w wielkim domu widocznym po drugiej stronie rozległego podwórka. W dwóch oknach paliło się światło. Przemógł się. Pójdzie w jakiejkolwiek sprawie, czy coś się stanie czy nie, wystarczy że ją zobaczy, to jak jest ubrana w swój samotny wieczór, wróci i zwali sobie kolejny raz pod prysznicem albo za barakiem. Podniecenie, nabrzmiałe od zalewającego go gorąca, przemogło strach. Wstał z progu i ruszył w kierunku światła w oknach. Kiedy otworzyła drzwi miała na sobie czarną, luźną bluzkę i szorty. Opinały ją czarne ramiączka stanika, nie mylił się. Jej piersi wydawały się jeszcze większe niż zwykle, dwa ogromne melony wypełniały czarny materiał. Szorty odsłaniały opalone, tłuste uda. Uśmiechała się ze ...