-
Przypadek Michała cz.XXXIV
Data: 27.06.2021, Autor: Iks
... oświadczyła mama z uśmiechem. - Postanowione! - Bardzo dziękujemy - odrzekła Hanka, patrząc jak mama tonie w objęciach Jagny. Po paru minutach zostałem sam z dwiema Góralkami. Mama poszła przygotować im pokoje, a tata pojechał na miasto, załatwić jakieś sprawunki. - Co ma znaczyć wasza wizyta u nas? - zapytałem ściszając konspiracyjnie głos. - Nie cieszysz się? - spytała Jagna z wyrazem twarzy, na który nie mogła sobie pozwolić przy mojej mamie. - Nawet nie wiecie jak, ale... jesteście u nas w domu - wydukałem. - Z moimi rodzicami. Czuję się mało komfortowo i... niepewnie. - Przecież nie rzucamy się na ciebie - odpowiedziała Janiołowa. - Pomimo, że bardzo byśmy chciały, pilnujemy się. Nie zdradziłyśmy się słowem, gestem… niczym. - Wiem, ale... proszę was, bądźcie grzeczne w domu, przy rodzicach. - Martwiłem się o dalszy rozwój wypadków. - Ty w moim nie stosowałeś się do reguł. - Jagna prychnęła, mrugając do mnie okiem. - Proszę... - Jagna się droczy. Będziemy grzeczne... kiedy trzeba - Hanka włączyła się do rozmowy. - Poza tym historia, którą opowiedziałyśmy jest prawdziwa. Mamy tu co robić. Jutro piątek, o szesnastej jesteśmy umówione z szefem ekipy budowlanej. Potem luźny weekend, ale od poniedziałku nadzór nad remontem. - Ok. Mam nadzieję, że dotrzymacie słowa - odparłem, słysząc, że mama wraca z piętra. Zdążyłem jeszcze pogrozić Góralkom palcem. W odpowiedzi Hanka przesłała mi buziaka, a Jagna przesunęła językiem po wargach. Czekała mnie ...
... ciężka przeprawa. Dom rodzinny, obawy i dyskomfort to jedno, a świadomość, że dwie napalone kochanki, które przyjechały dla mnie setki kilometrów to drugie. Rodzice na drugi dzień pojechali do pracy, a ja zarządziłem sobie dzień wolny od szkoły. Bynajmniej, nie w celu posiedzenia nad materiałami do matury. Nad nimi ostatnio skupiałem się częściej. Potrzebowałem góralskiego odprężenia. Wszystko to obmyśliłem przed snem, poprzedniego dnia. Nastawiłem budzik dość wcześnie, aby wskoczyć pod prysznic i wykonać ręczną robótkę. W końcu trzeba dbać o podstawowe narzędzie pracy. Krótko mówiąc, chciałem być gotowy na poranne przywitanie z gośćmi. Tradycyjna, gościnność Wanatów. Czym chata bogata... Kiedy usłyszałem, że jedna z przybyłych wczoraj kobiet wychodzi z łazienki, wyjrzałem, aby zobaczyć, która to z nich. Na korytarzu dostrzegłem sylwetkę Jagny, obleczoną w szlafrok, z ręcznikowym turbanem na głowie. Słysząc odgłos zamykanych drzwi pokoju gościnnego, ruszyłem w tamtą stronę. Po chwili stałem przed siedzącą na brzegu łóżka Jagną. - I jak to się ma do tej twojej grzeczności w rodzinnym domu? - spytała przekornie, wiedząc po co przyszedłem. - Nie ma rodziców, więc chciałbym przywitać się właściwie - oznajmiłem, uśmiechając się lubieżnie. Podszedłem bliżej do Janiołowej. - A to wczoraj było niewłaściwie? - Ze względu na okoliczności było ok, ale zważywszy na to co połączyło nas w Bukowinie całkowicie... nie do przyjęcia - oświadczyłem z przesadnie poważną ...