1. Deep Space Love


    Data: 30.06.2021, Kategorie: starcraft, aliens, obcy, zniewolenie, science-fiction, Autor: Ravenheart

    ... ciemność…
    
    * * *
    
    Nie wiedział ile czasu trwało, zanim znowu powróciła mu świadomość. Tym razem głowa już go nie bolała. Otworzył oczy. Leżał w mroku, miejscami tylko rozjaśnionym jakimiś dalekimi światłami. Spróbował poruszyć dłonią, ale nic z tego nie wyszło. Czuł ją, potrafił nawet wzbudzić drżenie mięśni palców, ale uniesienie ręki było niemożliwe, jakby ktoś przyczepił do niej betonowy kloc. Nagle usłyszał jakiś dźwięk – ni to cichy warkot, ni to pomruk. Przypominał trochę mruczenie kota, ale nie miał w sobie tej przytulnej nuty swojskości. Był zdecydowanie obcy.
    
    COŚ było niedaleko niego, w tej mdłej ciemności. Poczuł na sobie wzrok tego czegoś. Nie wiedział, jaka groza czai się w mroku, ale było mu już wszystko jedno. Spodziewał się, że za chwilę ujrzy przed sobą potężne szczęki hydraliska albo innego monstrum. Niemal wyczekiwał tej chwili, gdy jego ciało przebije kolec jadowy i wreszcie przykryje go wieczna ciemność.
    
    – No choć, skurwielu… – wyszeptał. – Czymkolwiek jesteś… Jack Ryan pokaże ci jak umiera facet z jajami.
    
    Cichy warkot na chwilę umilkł. Ciemność zafalowała, jakby gdzieś, daleko pojawiło się słabe źródło światła i po chwili głęboka czerń ustąpiła miejsca szarości. Jakiś cień poruszył się w niej, pojawiając się na chwilę w polu widzenia. Ryan zamrugał oczami, usiłując przywrócić im ostrość widzenia, ale pojawiające się przed nim kształty wciąż były nieostre. Falowały, tańczyły i migotały jak cienie rzucane przez płochą świecę na zasłonę ...
    ... mgły.
    
    – Jack…? – usłyszał cichy głos.
    
    Gdzieś, w głębi Ryan czuł, że traci świadomość. Znał ten głos… Ale to przecież niemożliwe.
    
    – Emily…? – wyszeptał.
    
    Ktoś pogładził go po twarzy z delikatnością i czułością, jakiej się nie spodziewał. Poczuł, jak aksamitna dłoń usuwa mu z oczu warstwę obrzydliwego śluzu. Szary mrok na moment się przejaśnił. Ujrzał nad sobą znajomą twarz. Emily Jones. Sierżant Emily Jones.
    
    Spotkali się jakiś rok temu na krążowniku UED Saratoga. Jones także należała do marines. Była bystra, zgrabna i piekielnie ładna. Kiedy szła przez koszary, w obcisłym, wojskowym topie i w zawadiacko przekręconej, zupełnie nieregulaminowej bejsbolówce, zawsze przyciągała zachwycone spojrzenia dziesiątek mężczyzn. Nawet luźne bojówki nie były w stanie ukryć kuszącego kołysania bioder. Jej miękkie, kocie ruchy błyskawicznie budziły zachwycone okrzyki marines. Jones doskonale zdawała sobie z tego sprawę i nie czuła najmniejszego skrępowania.
    
    Spotkali się przypadkiem – i od razu między nimi zaiskrzyło. Oboje wiedzieli, że nie mają zbyt wiele czasu. UED Marine nigdy nie wie, kiedy przyjdzie rozkaz przeniesienia. Nigdy nie wie, czy wróci z następnej misji. Więc musi korzystać z życia. I korzystali. Nie było żadnego chodzenia za rączkę, romantycznych spotkań w kantynie, umawiania się na seanse holovidu. Kiedy tylko mieli chwilę czasu, znajdowali odrobinę odosobnienia i szli się pieprzyć. Byli szczęśliwi, gdy po wszystkim zdążyli chwilę poleżeć obok siebie, ciesząc się ...
«12...91011...17»