-
Deep Space Love
Data: 30.06.2021, Kategorie: starcraft, aliens, obcy, zniewolenie, science-fiction, Autor: Ravenheart
... swoją bliskością. Ich romans trwał niecałe trzy miesiące. Potem Ryan dostał przydział na nowy okręt – świeżo oddaną do użytku Chimerę. Kochali się wtedy całą noc, ryzykując karcerem za urwanie się ze służby. Ale oboje wiedzieli, że było warto. Rankiem Ryan wziął swoje rzeczy i stawił się z całym swoim oddziałem w hangarze. Jones nie przyszła go pożegnać. Poczuł, że coś chwyta go za gardło. Z bolesną rozpaczą uświadomił sobie, że znękany umysł płata mu okrutne figle. Dwa miesiące po ich rozstaniu, grupa uderzeniowa z Saratogi została zdziesiątkowana na Char. Ryan wielokrotnie sprawdzał raporty z misji. Sierżant Jones nie było na liście uratowanych. – Kimkolwiek jesteś, skurwielu… – syknął. – Źle wybrałeś. Emily Jones nie żyje. Rozległ się cichy śmiech. Śmiech, który tak dobrze znał. Emily. – Żyję, kochany. Żyję i mam się lepiej niż kiedykolwiek – usłyszał. Poczuł muśnięcie jej ciepłego oddechu na swojej twarzy. Nachyliła się nad nim. Jej zapach… niepowtarzalny… podniecający… obiecujący… Jej usta znalazły się na jego wargach. Tylko ona tak potrafiła całować. Tysiące myśli przebiegło mu przez głowę, ale odpędził je. Jeśli to sen, to niech trwa przez wieczność… Na przekór sobie, otworzył oczy. Tak bardzo pragnął ją ujrzeć… I wtedy zobaczył jej oczy. Dzikie. Namiętne. Rozpalone. I gorejące jak dwa rubiny. Przerażony, szarpnął głową do tyłu. Teraz widział już wyraźnie. To była Emily… a jednocześnie nie ona. Jej ciemna, latynoska skóra miała teraz barwę ...
... bladej zieleni. Piękne, rude włosy, w których tak lubił zanurzać twarz zmieniły się w dziwne, ciemne strąki… ale to nadal była twarz Emily. Uśmiechnęła się do niego zmysłowymi, pełnymi ustami, których smak jeszcze czuł na swoich wargach. Jej oczy lśniły radością i pożądaniem. – Jack… – szepnęła. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię odnalazłam… Nie bój się… Teraz już wszystko będzie dobrze… – Emily… czym ty jesteś?! – jęknął wstrząśnięty. Odchyliła głowę ku tyłowi i zaśmiała się pełnym głosem. Była tak piękna i tak szczęśliwa… – Jestem sobą – powiedziała gardłowym szeptem. – Spójrz na mnie i podziwiaj… Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ciemność rozwiała się, ustępując delikatnej, zielonkawej poświacie. Emily uniosła się na kolana i wzniosła ręce ku górze, jakby chcąc, by mógł obejrzeć ją całą. Jack, zafascynowany i przerażony, nie mógł oderwać od niej wzroku. Jej ciało zmieniło się. Była naga, ale przypominała już tej latynoskiej, wysportowanej marine o delikatnej, pachnącej kardamonem skórze, którą tak dobrze pamiętał. Jej ciało było teraz jasnozielone, pokryte delikatnymi, lecz wyraźnymi łuskami. Tuż pod skórą, w niektórych miejscach widać było dziwne, pajęczo rozgałęziające się struktury, jakby dodatkowych żeber, poprzedzielanych kolczastymi wypustkami. Kilka z nich, podchodziło aż pod rozkosznie kołyszące się piersi, podpierając je od dołu jak seksowny gorset. Biust Emily był o wiele pełniejszy, niż ten, który pamiętał. Jej sutki ...