1. Deep Space Love


    Data: 30.06.2021, Kategorie: starcraft, aliens, obcy, zniewolenie, science-fiction, Autor: Ravenheart

    ... pochodnię, a potem dokonał żywota wyjąc z bólu i przerażenia. Na twarzy Ryana wykwitł złowrogi uśmiech zemsty. Ponownie uniósł broń i pociągnął długą serią po miotających się po polu walki Zerglingach. W tym samym momencie rozległ się kolejny krzyk jednego z marines.
    
    – Infest! Kurwa, Drake, bierz go!
    
    Operator firebata uśmiechnął się złowrogo pod osłoną hełmu i obrócił w kierunku biegnącej sylwetki. Kreatura była jeszcze daleko, więc wymierzył spokojnie i czekał, aż stwór sam wejdzie w pole rażenia.
    
    – Drake, nie ten! – ktoś krzyknął przeraźliwie – Na szóstej! Na szóstej!!!
    
    Uśmiech zadowolenia zamarł na szerokich ustach żołnierza. Kątem oka spojrzał na zamontowany niewielki ekran pokazujący widok z tyłu.
    
    – Shit – szepnął tylko Drake, a potem potężny cios spadł na plecy groźnego Firebata.
    
    Przez ułamek sekundy obciążone do granic możliwości serwomotory starały się utrzymać kolosa w pionie, ale potem i one się poddały. Ze zgrzytem i chrzęstem stalowy tytan runął, by już więcej nigdy się nie podnieść. W rozpaczliwej próbie obrony przyjaciela Ryan skierował broń ku Infestowi, który właśnie gotował się do samobójczego końca swojej misji. Strzał jednak nie padł. Kątem oka Ryan dostrzegł, jak w jego kierunku z nieludzką prędkością zbliża się jakiś kształt. Nie wiedział co to było. Wiedział tylko, że nie zdąży. Ostatkiem sił spróbował się obrócić w kierunku nowego niebezpieczeństwa. Na próżno. Coś z potworną siłą uderzyło go w pierś. Poczuł, że traci oparcie pod ...
    ... nogami. Poleciał w tył. Ostatnią rzeczą, jaką poczuł, było uderzenie o ścianę. Przeszył go paroksyzm bólu, po którym nadeszła błogosławiona ciemność.
    
    * * *
    
    Najpierw był ból. Zaczynał się gdzieś z tyłu czaszki i promieniował ku czołu, po drodze wzbudzając pogrążone w nieświadomości ośrodki czuciowe. Ryanowi wydawało się, że przed oczami latają mu jakieś płynne, brązowe plamy; efemeryczne i nieuchwytne. Potem usłyszał dziwny, powtarzający się dźwięk, dochodzący jakby z oddali, ale jednocześnie dziwnie mu bliski. Dopiero po chwili uprzytomnił sobie, że był to odgłos jego serca. Wszystkie myśli plątały mu się w głowie. Gdzie był? Co się z nim działo?
    
    Żył… chyba? Ale jeśli tak, to czy oznaczało to, że udało im się wrócić? Czyżby był na pokładzie Chimery? Skupił się, ale nie poczuł znajomych wibracji pokładu. A więc gdzie był? Nadal w Bazie Alfa? Spróbował otworzyć oczy. Brązowe omamy ustąpiły miejsca zamglonemu mrokowi. Przez chwilę nic się nie stało, po czym poczuł, jak jakaś lepka substancja spływa mu z czoła. Krew? Nie, to nie była krew. Była rzadsza i przeźroczysta. Chciał zetrzeć ją z twarzy, ale nie mógł podnieść ręki. W ogóle nie mógł się poruszyć. I wówczas kropla dziwnej substancji spadła na jego usta. Nagle, w przeraźliwym przebłysku zrozumienia, pojął że to śluz, który wydzielały twory Zergów. Potworne przerażenie chwyciło go za gardło. Chciał zawołać o pomoc, ale nie zdołał wydobyć z siebie dźwięku. Nie mógł się poruszać, nie mógł mówić… Poczuł, że znowu zapada w ...
«12...8910...17»