-
Ballada o Polikarpie. Dżes jest tylko…
Data: 01.07.2021, Kategorie: krótko, żartobliwie, szowinistycznie, bez fabuły, Autor: Man in black
... się jak pies przed wyjściem na spacer. Szybko dostaje to, czego pragnie. Najpierw niezłomna Dżesika masuje go dłonią, po czym wsuwa sobie do ust. Wtedy wchodzi jej matka. – Dżesi, wypluj to w tej chwili, ale już. – Kobieta stoi w progu, ma na sobie szlafrok i wałki we włosach, ale nie wygląda źle. Choć mój fallus nic sobie z niej nie robi, mnie serce podchodzi do gardła. Jestem wrażliwym człowiekiem. Jednak najbardziej zaskakuje mnie to, że Dziewczyna wyjmuje mój penis z buzi, zerka na matkę i cały czas robi mi dobrze ręką. – Weź, idź stąd. Nie widzisz, że jesteśmy zajęci? – Curuś tyle razy ci mówiłam, nie na pierwszej randce... – Idź stąd mama, bo siejesz wioskę i robisz mi obciach. – Nagle dziewczyna najzwyczajniej w świecie bierze mnie w usta. Kompletnie nic sobie nie robi z obecności rodzicielki. Z jednej strony zerkam nerwowo, speszonym wzrokiem na kobietę, z drugiej, przełykam ślinę i wzdycham, kiedy mała Dżes ssie mnie z całej siły. Mam mieszane uczucia. Jestem rozdarty wewnętrznie jak Konrad Wallenrod. Tymczasem kobieta podchodzi do nas, klęka przy mnie i głaszcze córkę po włosach. – Dżesi, skoro już się za coś bierzesz, rób to porządnie. – Kiedy dziewczyna nie reaguje, matka przestaje ją głaskać, tylko chwyta za kudły i odciąga od mojego fallusa. Kobieta natychmiast łapie prącie, gładzi dłonią, pochyla się i zalewa mnie śliną, którą wciera w zadowolonego penisa. – Patrz i się ucz. O dziwo, dziewczyna wpatruje się spokojnie, jak jej matka bierze w ...
... usta mój penis. Język kobiety wije się na żołędzi, otula ją niczym ciepły, lekko szorstki szal. Wpycha członek głęboko do gardła. Robi to szybkimi nerwowymi ruchami. Powtarza kilka razy, po czym wyjmuje prącie, cmokając. Teraz bierze w usta samą żołądź i ssąc ją, wyciąga z buzi. Rozlega się seria cmoknięć. Brzmią jak owacje za inwencję. Tymczasem ona już tuli korzeń do policzka, uśmiechając się lubieżnie. Głaszcze go jak maskotkę. Trochę mnie przeraża wyraz jej twarzy, ale bardziej podnieca. Zresztą obydwie mają na swoich obliczach maski, kreślone przez lubieżną rozwiązłość. To artysta jedyny w swoim rodzaju. Tylko on potrafi zmienić w ten sposób rysy twarzy. – Teraz ty... – Rozkazuje córce. Dżes połyka prącie, a jej matka pcha głowę córki do samego końca, tak mocno, że dziewczyna zaczyna się dusić. Drugą ręką trzyma ją za podbródek. Kiedy młoda już charczy, kobieta szarpie ją za włosy i mój wierny druh wyskakuje na zewnątrz. Ależ on spuchł, jak on się pręży, też chce się pokazać z jak najlepszej strony. Kobiety niczym gołębie, przepychają się wzajemnie, jakby walczyły o kawałek słoniny. Raz jedna, raz druga, robią mi dobrze na zmianę. Nabieram ogromnej ochoty, żeby wziąć je obie, jedna po drugiej, albo obydwie naraz. Wszystko mi jedno. Niestety, Dżes przypomina nam, że zaraz przyjdzie ojciec. Nie mam innego wyjścia, nakładam im maseczkę na twarz. Starczy i dla matki i dla córki. Wychodząc, dostaję numer telefonu od mojej słodkiej towarzyszki. Chowam go starannie ...