1. W pogoni za życiem (I)


    Data: 13.07.2021, Kategorie: nieznajomy, przygoda, wakacje, podróż, Autor: fridaa

    Wiesz jakie to straszne, gdy pragniesz czegoś tak bardzo, że dla tego czegoś chcesz zmienić całe swoje życie?
    
    Niewiele myślałam, kiedy kolejne ubrania powoli zapełniały i tak już wypchaną walizkę. Plan zabrania ze sobą najpotrzebniejszych rzeczy spalił na panewce. Ciężko zdecydować, co tak naprawdę będzie potrzebne, kiedy wiesz, że nieprędko nadarzy się okazja do ewentualnej zmiany ekwipunku. Może podświadomie, ładując torbę po brzegi, chciałam zapełnić chociaż odrobinę rosnące we mnie poczucie pustki. Zaczęłam wątpić, czy tak niezbędne do życia akcesoria, jak chociażby szpilki, kiedykolwiek mi się jeszcze przydadzą, ale wolałam ze spokojem stwierdzić, że mam ze sobą wszystko, jak absurdalne by to się komuś postronnemu nie wydawało. Materializm dawał mi w tej chwili złudne wrażenie posiadania czegokolwiek.
    
    Do odlotu zostało mi niespełna kilka godzin. Leniwie założyłam trampki, postanawiając przejść się po raz ostatni uliczkami tak znienawidzonego przeze mnie miasta. Przekręciłam zamek w drzwiach, przywołałam windę i cierpliwie zaczekałam, aż pokona wszystkie czternaście pięter. Doszłam do wniosku, że zdobycze technologii mnie rozleniwiły, bo kiedyś zamiast bezsensownie tracąc czas, w kilka minut pokonałabym wijące się pode mną schody. Cóż, ludzie podobno się zmieniają. Z niezmierzających w żadnym sensownym kierunku rozmyślań wyrwał mnie dzwonek, oznajmiający przybycie windy. Na szczęście była pusta. Nikt poza mną i moim własnym odbiciem. Kiedyś całkiem się lubiliśmy. W ...
    ... czasach, kiedy jeszcze z radością patrzyłam w przyszłość. Teraz spod peleryny rzęs patrzyła na mnie chłodnym wzrokiem para stalowo-niebieskich oczu. Z obojętnością stwierdziłam, że chyba schudłam. Ten t-shirt wcześniej, aż tak bardzo na mnie nie wisiał. Jednak podkrążonych oczu też wcześniej nie miewałam, a teraz były stałym gościem na mojej zmęczonej twarzy. Żyć nie umierać.
    
    W końcu dojechałam na sam dół, chcąc jak najszybciej wydostać się z tej klaustrofobicznej puszki własnych myśli. Chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza. Poranny czerwcowy wietrzyk zmierzwił mi włosy, otulając zapachem kwitnących wokół kwiatów. Szkoda, że ludziom światło i woda nie wystarczają do życia, fotosynteza byłaby z moim przypadku rozwiązaniem doskonałym.
    
    Nie do końca wiedząc dokąd zmierzam, zaczęłam po prostu iść przed siebie. Minęłam park, w którym kiedyś codziennie biegałam, sklepy, które lubiłam odwiedzać, puby, w których co weekend bywałam. Po drodze rozpoznawałam roześmiane twarze, rzucające w moją stronę pospolite „hej”, albo zwyczajnie udające, że w ogóle się nie znamy. Nie żeby specjalnie mnie to obchodziło. Nie miałam najmniejszej ochoty na jakiekolwiek konwersacje. Już dawno uświadomiłam sobie, że jeżeli nie obchodzi cię twój własny los, z całą pewnością nikt inny się nim nie zainteresuje. Nie ma sensu stwarzać pozorów i dawać komuś poczucia złudnego troski.
    
    Od niechcenia weszłam na rozpościerającą się w pobliżu górkę, dającą doskonały widok na rozciągające się u jej stóp miasto. ...
«1234...9»