-
W pogoni za życiem (I)
Data: 13.07.2021, Kategorie: nieznajomy, przygoda, wakacje, podróż, Autor: fridaa
... Dojrzałam w końcu bowiem do stwierdzenia, że żyje się tylko raz, a jest to wystarczające tylko pod warunkiem, że zrobi się to właściwie. To Twój czas. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk samolotu podnoszącego się w powietrze i rosnące w uszach ciśnienie. Odetchnęłam z ulgą. Nie ma już drogi powrotnej. Ogarnęło mnie nieśmiałe uczucie spokoju, rosnące proporcjonalnie wraz z odległością od płyty lotniska. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w niebyt. *** Zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo byłam zmęczona, kiedy samolot przymierzał się do lądowania, a mały pasażer za mną, zgodnie z moimi przewidywaniami, wyładowywał radość na moim fotelu. Kilka godzin w Singapurze nastrajało mnie całkiem pozytywnie. Nie miałam co prawda zbyt wiele czasu na zwiedzanie, nie żebym miała na nie ochotę. Postanowiłam więc bez większego celu wmieszać się choć na chwilę w tutejszy kulturowy misz-masz. Co nieco na temat miasta wiedziałam, ale w zetknięciu z metalowymi drapaczami chmur, drapieżnie warczącymi silnikami super-aut i wszechobecnymi torebkami Louis Vuitton, moje wyobrażenia o azjatyckiej egzotyce prysły, jak mydlana bańka. Uroki cywilizacji. Słońce miało się już ku zachodowi, a ja z braku lepszych pomysłów postanowiłam przed powrotem na lotnisko wypić gdzieś jakiegoś rozluźniającego drinka. W gąszczu przecinających się ulic nie musiałam długo szukać. Moją uwagę przykuł jaskrawo pomarańczowy neon „Chaos”. Niewiele myśląc weszłam do środka. Uderzył mnie wszechogarniająca woń męskich ...
... perfum, mieszająca się z delikatnie wyczuwalnym zapachem cedrowego drewna. Chcąc nie chcąc pomyślałam, że to dość podniecająca kombinacja. W momencie, w którym przekroczyłam próg, spadł na mnie grad spojrzeń większości tamtejszych bywalców. Jak się później dowiedziałam, co piątek o 20:00 w tymże przybytku odbywały się tajemnicze męskie misteria, na których kobiety traktowane były jako zło konieczne. Cóż, wtedy niewiele sobie z tego robiłam, bo skąd niby miałam to wiedzieć? Rozejrzałam się orientacyjnie po sali, od góry do dołu wyłożonej wypielęgnowanymi, ciemnobrązowymi deskami. Odnalazłam wzrokiem jakiś wolny stolik, usiadłam w wielkim, skórzanym fotelu i rozłożyłam przed sobą kartę z alkoholami. Co, jak co ale biorąc pod uwagę towarzystwo, jakie tu zastałam, drinki o tak wdzięcznych nazwach, jak „orgasm”, „sex on the beach” czy „blow job” wydawały mi się desperackim, acz lekko zabawnym wyborem. Fanką kolorowych napojów nigdy nie byłam, więc po krótkim namyśle postawiłam na Jack’a z colą i cytryną. Po chwili dostałam swoje zamówienie od patrzącego na mnie spode łba barmana. Delektując się delikatnym smakiem pieszczącym moje kubki smakowe, w ogóle nie zwróciłam na to uwagi. Kilka głębszych łyków dodało mi po czasie odwagi i postanowiłam to całkowicie zignorować. Od teraz skupiam się tylko i wyłącznie na sobie. Dość czasu zmarnowałam poświęcając go innym. Dźwięk wydobywający się z głośników, zagłuszył moje własne myśli. Już wiem, skąd ta nazwa, bo choć nijak współgrała z ...