-
W pogoni za życiem (I)
Data: 13.07.2021, Kategorie: nieznajomy, przygoda, wakacje, podróż, Autor: fridaa
... przetransportować mnie do miejsca docelowego tej całej eskapady. Dopiero teraz mogłam porządnie odetchnąć i mimowolnie przeanalizować wydarzenia dzisiejszego wieczoru. Nie wiem, co właściwie we mnie wstąpiło. Nie jestem przecież typem kobiety, która daje się poderwać pierwszemu lepszemu przystojniakowi i przy nadarzającej się okazji urządza sobie one night stand. Gdzie zniknął mój rozsądek i trzeźwa ocena sytuacji? Trzeźwa to ty kobieto nie byłaś – o, teraz mój rozsądek postanowił zamanifestować swoją obecność? Nie potrafię logicznie wytłumaczyć tego, co właściwie zaszło. Chciałam dać się porwać chwili? Tak też chyba uczyniłam. Z wątpliwych plusów tego całego szaleństwa – chociaż przez chwilę nie myślałam. Na tym gruncie nieznajomy spisał się na medal, pozwolił mi się zapomnieć, nawet jeżeli na chwilę straciłam siebie. Och, kochana, nie oszukuj się, nie tylko na tym gruncie. – Wielkie dzięki! Nie mogłam jednak wyprzeć myśli, że był to najbardziej namiętny seks w całym moim życiu. A, że jego sprawcy już więcej nie zobaczę, zostawię sobie pozornie niewinne wspomnienie. Skarciłam w duchu samą siebie, za takie podejście do sprawy, ale gdy spojrzałam w okno i zobaczyłam swoje błyszczące oczy stwierdziłam, że zadręczanie się nie ma najmniejszego sensu. ...
... Odpuść. Stewardessy zaczęły przygotowywać pasażerów do odlotu, instruując, jak poprawnie zapiąć pasy i wygłaszając te wszystkie, oklepane formułki, mające zapewnić nam bezpieczeństwo. Ucieszyło mnie, że miejsce obok mnie jest wolne, przynajmniej będę mogła się należycie wyspać. Wyciągnęłam się wygodnie na obu siedzeniach, dla zabicia myśli chowając nos w książce. Samolot przymierzał się do startu w przestworza, gdy nieoczekiwanie na pokład wbiegł ostatni, mocno zmachany pasażer. O, więc nie byłam ostatnia. Ledwo zdążyłam przeczytać pierwsze zdanie, gdy usłyszałam brzmiący podejrzanie znajomo głos: - Przepraszam, ale to chyba moje miejsce. – podniosłam wzrok znad książki i oniemiałam. Górowała nade mną postać, którą właśnie usilnie próbowałam wypędzić z mojego umysłu, sprawca tego całego chaosu. Choć wydawał się równie mocno zaskoczony takim obrotem sprawy, co sugerowały chociażby jego uniesione brwi, poczekał aż zdejmę nogi z „jego miejsca” i spokojnie je zajął. Nie mogłam nie zauważyć uśmiechu, błąkającego się gdzieś w kącikach jego ust. Tych gorących, smakujących pożądaniem ust. Boże przenajsłodszy, co ten facet tu robi?! - A więc Nowa Zelandia, tak? – zapytał wyraźnie rozbawiony, widząc moją przerażoną minę. A to miał być dopiero początek...