-
W pogoni za życiem (I)
Data: 13.07.2021, Kategorie: nieznajomy, przygoda, wakacje, podróż, Autor: fridaa
... wystrojem tego miejsca, z muzyką komponowała się doskonale. Po jednym drinku przyszedł czas na kolejny. I jeszcze jeden. O co mu chodzi? – przemknęło mi przez myśl, kiedy barman podał mi kolejną szklaneczkę z tą samą, co wcześniej niezadowoloną miną. To chyba taka kobieca przypadłość – ilekroć ktoś dziwnie na ciebie spojrzy, wydaje ci się, że masz coś na twarzy – rozmazany tusz pod okiem albo resztki obiadu między zębami. Chcąc się upewnić, czy aby na pewno tak nie jest udałam się lekko chwiejnym krokiem na moment do toalety. Towarzyszyło mi dziwne uczucie, że ktoś odprowadza mnie do niej wzrokiem. Tak, tak, kolejny wymysł twojej i tak już wybujałej wyobraźni. Lekko szumiało mi w głowie, ale stwierdziłam, że to wpływ tego miejsca, a nie alkoholu, którego w moim odczuciu wcale nie wypiłam ponad własną miarę. Przemyłam więc twarz chłodną wodą, odświeżyłam się i odetchnęłam ze spokojem, kiedy ustaliłam, że nic niepokojącego w obrębie mojej buzi się nie dzieje. Miałam co prawda lekko potargane włosy i rozognione policzki, ale potraktowałam to bardziej jako manifestujący się zewnętrznie wyraz (upojenia) zadowolenia. Że jestem tu i teraz. Że za nic w świecie nie chciałabym być gdziekolwiek indziej. Wracając do stolika, już z daleka spostrzegłam, że jakiś facet zajął przy nim miejsce. Normalnie wzięłabym swoją szklankę i usiadła gdzie indziej. Pod warunkiem, że byłoby gdzie, a w tym konkretnym przypadku już nie było. Nie kryjąc oburzenia, postanowiłam walczyć o swoje. - ...
... Przepraszam, ale to moje miejsce. – zagadnęłam możliwie uprzejmym tonem. - Och, doprawdy? Nie wydaje mi się. – odrzekł chłodno, po czym powrócił do prowadzonej zaciekle telefonicznej rozmowy. Tego już było za wiele. Doskonale widziałam, że wcześniej siedział przy barze. Nie sposób było go z reszta nie zauważyć, bo wyglądał jakby zajmował co najmniej dwa krzesełka. - Słuchaj no, kolego, naprawdę nie mam teraz ochoty dochodzić swoich praw, więc bądź tak miły i zabierz swoje cztery litery z powrotem do miejsca przy barze. – spojrzał na mnie lekko zdziwiony, kończąc przy okazji telefoniczną dyskusję. - Tane, miło mi. – wstał, wyciągając przy tym rękę i obdarzając mnie śnieżnobiałym uśmiechem sięgającym ósemek. - Że co proszę? – wykrztusiłam z siebie, zaskoczona takim obrotem sytuacji. Albo alkohol powoli mącił mi w głowie, albo zaczynałam mieć halucynacje. - Skoro już jestem twoim kolegą, dobrze byłoby żebyś wiedziała, jak mam na imię. – odrzekł z wyraźnym entuzjazmem, bacznie mi się przyglądając. Co on sobie w ogóle wyobraża?? Nie miałam teraz ochoty na towarzystwo. Chciałam w spokoju przeczekać godziny do kolejnego etapu mojej wyprawy. A tu, nie wiadomo skąd, zjawia się jakiś dwumetrowy, zarośnięty typ szukający przyjaciół. Jest po prostu uprzejmy – skarcił mnie wewnętrzny głosik. O nie, nie. Gdyby był uprzejmy zapytałby najpierw czy może się dosiąść. Halo, ziemia, nie było cię przy stoliku – podpowiadał rozsądek. Temu nie mogłam zaprzeczyć. Zrezygnowana opadłam ...