1. W pogoni za życiem (I)


    Data: 13.07.2021, Kategorie: nieznajomy, przygoda, wakacje, podróż, Autor: fridaa

    ... kierunku. Witali się, żegnali, szukali konkretnej bramki. Co ja właściwie robię w tym potwornym zgiełku? Chcąc chociaż na chwilę odciąć się od tego wszystkiego, założyłam słuchawki, włączając nastrajającą pozytywnie playlistę. Obiecałaś sobie, że zaczniesz od nowa – skarciłam się w duchu. Mając na uwadze, złożone sobie ostatnio przyrzeczenia, wraz z napływającą do moich uszu muzyką, wyłączyłam tryb analizy rozterek egzystencjalnych. Zrobię to.
    
    Ustawiłam się grzecznie w kolejce, postanawiając jak najszybciej nadać ciążący mi już bagaż. Mozolnie poruszałam się na przód, w końcu żegnając się z nim na dobre dwa dni. Przed odprawą wyszłam jeszcze na zewnątrz, na ostatniego papierosa w tej części świata. Mając świadomość tego, że praktycznie za chwilę już mnie tu nie będzie, powietrze jakby zaczęło pachnieć inaczej. Nie nostalgią, goryczą, czy wątpliwościami. Po raz pierwszy, od dłuższego czasu, wiedziałam, że postępuję słusznie, że podjęłam dobrą decyzję. Czy chciałam uciec? Może. Z mojego punktu widzenia, był to raczej początek poszukiwania swojego miejsca na ziemi.
    
    Bez większych problemów przeszłam przez odprawę. Pomijając fakt, że jak zwykle bramka do wykrywania metalu szaleńczo pikała, podejrzewając mnie o posiadanie jakiegoś niezidentyfikowanego żelastwa, którego zdecydowanie nie miałam.
    
    Usadowiłam się wygodnie w hali odlotów, uprzednio dokonując zakupu mrożonej latte z syropem z białej czekolady. Odrobina słodyczy, na tym przygnębiającym świecie jeszcze nikomu ...
    ... nie zaszkodziła. Podobnie, jak porządna dawka kofeiny w perspektywie długiej i męczącej podróży.
    
    Nim zdążyłam się zorientować, rozpoczął się boarding i ponownie stanęłam w równym rządku, mającym zaprowadzić mnie na pokład samolotu. Stewardessa z hollywoodzkim uśmiechem od niechcenia sprawdziła moje dokumenty, mniej lub bardziej szczerze życząc mi udanego lotu. Ciesząc się, że mam to już za sobą, przemknęłam labiryntem korytarzy, którego zwieńczeniem były schodki do samolotu. Kolejne uśmiechy od ucha do ucha i na pozór życzliwe słowa. Szybko udało mi się znaleźć moje miejsce. Zapakowałam torbę do luku bagażowego, zostawiając sobie tylko książkę, mp3 i poduszkę. Z doprawdy niekłamaną radością, przyjęłam do wiadomości fakt, że bezpośrednio za mną usiadła kobieta z małym dzieckiem. No cóż, będę musiała przeżyć jakoś kilkugodzinne kopanie w mój fotel i roszczeniowe, histeryczny krzyki.
    
    Masz to, czego chciałaś – podszeptywała mi moja podświadomość. Owszem, chciałam. Zmienić otoczenie, odciąć się od ludzi, bawić się. Móc wreszcie zacząć oddychać. Tylko tego tak naprawdę desperacko pragnęłam. Dla tego, byłam w stanie zmienić całe swoje dotychczasowe życie. Dla pogoni za oddechem. Bo jak długo można budzić się z przeświadczeniem, że nie ma żadnego celu, dla którego warto byłoby wstać z łóżka? Jak długo tkwić w bagnie przeszłości i złudnych nadziei? Ktoś mi kiedyś powiedział, że z takiej brei trzeba się jak najszybciej wydostać. I tak właśnie robię. Zostawiam to wszystko za sobą. ...
«1234...9»