1. Murena. Śmiertny dąb


    Data: 18.08.2021, Kategorie: służące, sekta, śmierć, Autor: Man in black

    ... perony majaczące pośród kłębowiska torów.
    
    Zniekształcony głos w megafonie zapowiada przyjazd ich pociągu. Konia z rzędem temu, kto zrozumie choćby słowo, bo słowa zdają się wypowiadane niedbale, a echo szatkuje je na drobne, rozkłada słowa na czynniki pierwsze i łączy w bezładny dźwięk. Jak źle ułożone puzzle. Otaczający ich ludzie zdają się nie spieszyć. Co ma być, to będzie, zdają się mówić ich spojrzenia. Przechodzą przez główny hol, pokonują skrzypiące drzwi i znowu znajdują się na zewnątrz. Tym razem w innym świecie.
    
    Nastolatek siłuje się z bagażami. Dziękuje Bogu, że ciotka wysłała resztę firmą kurierską. Walizki są strasznie ciężkie. Przed budynkiem stoi stary zaniedbany pomnik z czerwoną gwiazdą na szczycie. Jakby kpił z historii i pluł mieszkańcom w twarz. Mimo to nikt nie zwraca na niego uwagi. Może ludzie przestali go zauważać, a może mają wszystko w dupie. Kto wie, o czym myślą mieszkańcy małych sennych miasteczek.
    
    Łapią taksówkę, choć to nie jest odpowiednie słowo. Po prostu wchodzą do pierwszej z brzegu. Jest ich tutaj pięć, z czego dla trzech kierowców taryfa jest drugim, a nawet trzecim etatem. W tej chwili stoją cztery. Wszystkie wolne. Taka karma. Być może to klątwa czerwonej gwiazdy – parking znajduje się tuż obok.
    
    Kierowca odkłada trybunę. Nie spieszy się, bo gdzie ma się spieszyć? Czy tutaj komuś dokądkolwiek się spieszy? Szeleści papierem jeszcze przez chwilę, po czym włącza silnik. Polonez rusza ospale. Wokół jest szaro i sennie. Ruch w ...
    ... centrum jest znikomy. Już dawno po piętnastej, kto miał wrócić do domu na obiad, ten wrócił. A kto jeszcze tego nie zrobił, być może rzucił wszystko w diabły i uciekł. Przez dziesięć minut pokonują mniej lub bardziej ruchliwe części miasta. Głównie, te mniej ruchliwe. Wreszcie wytaczają się z miasteczka. Docierają do wioski i przy geesie skręcają w prawo. Ulica jest oznakowana jako ślepa.
    
    Wąska szosa przecina pola no, których płoży się śnieg. Wzdłuż niej rosną drzewa wyglądające równie żałośnie, jak wszystko dookoła. Na tle szarzejącego nieba ich nagie gałęzie zdają się gotowe pochwycić samochód i cisnąć nim w kąt. Im dłużej Sławek się nad tym zastanawia, dziwi go, że tak się nie dzieje. Gdyby był drzewem, zrobiłby to niechybnie. Bez powodu. Choćby dla zabawy.
    
    W miejscu, w którym droga dobiega końca, biegnie stary kamienny mur z metalową i gościnnie uchyloną bramą. Ktoś nawet odśnieżył wjazd. Gburowaty szofer wjeżdża ostrożnie, pokonuje martwy o tej porze roku, ogród i zatrzymuje się na dziedzińcu. W czasie kiedy Karolina płaci taksówkarzowi, jej podopieczny szarpie się z walizkami. Ciężkie bagaże są jak kara za grzechy, których dopuścił się w mieście. Po chwili stają oboje na śniegu i odprowadzają wzrokiem znikający samochód. Przed nimi majaczy stary, osiemnastowieczny dworek szlachecki.
    
    Zęby czasu ochoczo pracowały nad budynkiem i zostawiły swoje piętno. Dworek zbudowano na planie prostokąta. Pośrodku znajduje się główne wejście, jest osłonięte gankiem z portykiem ...
«1234...26»