-
Córka Architekta (V)
Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
... Dlaczego Alicja? – Masz przynieść mi drugi pilot. Inaczej ona – wskazała na uśpioną Alicję – pożegna się z tym światem na zawsze. Nie chcę robić jej krzywdy, ale zmusiłeś mnie do tego. Mogliśmy to załatwić po dobroci. Zrobiłabym ci dobrze, nagrała krótki filmik i wymusiła współpracę szantażem, ale nagle zebrało ci się na wyrzuty sumienia – uśmiechnęła się ironicznie. – Znajdź pilot i mi go przynieś. Masz trzy dni. Żadnej policji, nie informuj też Baltazara. Ostrzegam, że dowiem się o twoich poczynaniach. Nie zawaham się w wymierzaniu kary. Upuściła skrawek papieru z datą, godziną i adresem. Chciałem wstać, ale kopnęła mnie w brzuch. Jej ciosy były naprawdę mocne. I pomyśleć, że te cudne nogi są zdolne wyrządzić tyle krzywd. Zostałem sam. Właściwie nie całkiem sam, bo był jeszcze Kolia. Też musiał oberwać, kiedy wstawił się za swoim panem. Lizał mnie po policzku, jakby chciał mi dodać otuchy. Wgramoliłem się do kuchni. Byłem cały obolały, a w głowie mi szumiało. Znalazłem domową apteczkę i wysmarowałem się maścią na ból stawów. Nic lepszego nie było. Łyknąłem jeszcze aspirynę. – Co ja znowu narobiłem – westchnąłem ciężko. Widziałem tylko jedno rozwiązanie tej sytuacji. Przypomniałem sobie ostrzeżenia od Gustawa. Musiałem przynieść Amandzie ten pilot. Domyślałem się, dlaczego tak go pożądała. Była zbyt silna jak na zwykłą kobietę, a nawet jak na zwykłego człowieka. Wiedziała dobrze o pilocie i Baltazarze, choć tym razem nie pisnąłem pary z ust. Musiała być ...
... tworem Architekta. Nie zabrała jednak mojego pilota, czyli nie chodziło jej po prostu o samą technologię. Ona chciała ten drugi, konkretny pilot. Czyli chciała przejąć kontrolę nad innym dzieckiem Baltazara. – Chodź, Kolia. Jesteś częścią rodziny, musimy to rozwiązać razem. Baltazar wyjechał jakiś czas temu, nie było możliwości nawiązania z nim kontaktu. Pod jego nieobecność miałem sprawdzać, czy w jego zwariowanym domu wszystko dobrze. Miał dużo zabezpieczeń. Nie używał klucza, zamiast tego trzeba było w odpowiedni sposób przekręcić kołatkę, a potem wpisać pięciocyfrowy kod. Drzwi były ciężkie, wykonane z jakiegoś srebrzystego metalu. Z kolei okna od zewnętrznej strony były pod napięciem. A przynajmniej tak mi powiedział, nie sprawdzałem, czy to naprawdę działa, ale wierzyłem na słowo. Poza tym część drzwi wewnątrz domu także potrzebowała kodu, tym razem ledwo czterocyfrowego. Sam bym ich wszystkich nie zapamiętał, na szczęście istniała pewna formuła, która pozwalała odpowiedni kod dostępu wyliczyć na podstawie numeru na drzwiach. Jak przychodziłem zalecać się do Alicji, to miałem z tym poważnym problem, uważałem to za szczyt dziwactwa. A potem poznałem Baltazara bliżej i zrozumiałem, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak widać, świat Architektów ciągle miał czym mnie zadziwić. Wertując wspomnienia, przypomniałem sobie, że Baltazar dając mi pilot wyciągnął go ze specjalnej szkatułki. Wtedy były tam dwa piloty. Nie powiedział, do czego lub do kogo był ten drugi. ...