-
Córka Architekta (V)
Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
... Sądziłem, że to tylko jakieś atrapy, nie wierzyłem w ich moc. Przy jednej z rozmów zdradził, że Alicja jest jego trzecim dzieckiem. Pierwszy miał być syn, który zginął ze względu na „wadę konstrukcyjną”, co swoją drogą brzmiało niezwykle okrutnie w tym kontekście. Sztuczny czy nie, to jednak człowiek. Baltazar ani razu nie pochwalił się, co się stało ze starszą z córek. – Szukaj Kolia, szukaj – poleciłem psu. Nie zrozumiał, ale przynajmniej jego towarzystwo pomagało mi zebrać myśli. Przekopałem bibliotekę, potem warsztat. Część zamków musiałem wyważyć, bo za Chiny Ludowe nie potrafiłem ich otworzyć. Niektóre stawiały twardy opór. Zaglądałem wszędzie, pod szafki, do pudełek, do słoików, a nawet do lodówki. Około północy znalazłem tę przeklętą szkatułę. Była pod łóżkiem Baltazara. Myślałem, że teraz już będzie z górki, ale to próżne nadzieje. Miała klasyczny zamek, ale nigdzie nie było klucza. Zakładałem, że klucz nawet nie istniał. Baltazar wszystko otwierał swoim głosem, specjalną zapalniczką lub sygnetem. Nie miałem żadnej z tych rzeczy, musiałem więc sforsować zamek. Majstrowanie spinaczami nie przyniosło efektu, łom też nie pomógł, a o nieudolnym imitowaniu głosu Baltazara szkoda nawet wspominać. Zmęczony padłem na podłogę i zasnąłem przytulony do psa. Rzucałem szkatułą o ściany, tłukłem nią z całych sił. Niby niepozorne drewno, ale za nic w świecie nie chciała się otworzyć. Spędziłem cały dzień na kolejnych próbach. Próbowałem nawet narzędzi z warsztatu ...
... Baltazara, ale Architekci mieli sposoby na zabezpieczanie swoich tajemnic. – To jest jeszcze mocniejsze niż mój pilot – pomachałem urządzeniem w stronę Kolii. W razie potrzeby zniszczenia pilota, Baltazar zalecał go spalić. Może więc ogień podziała. Potraktowałem szkatułkę palnikiem. Zamek lekko się odgiął. Zachęcony tymi próbami, wznowiłem starania. Ostatecznie udało mi otworzyć pudełko. – W Harrym Potterze magia była przynajmniej ognioodporna – uśmiechnąłem się do Kolii. Miałem jeszcze parę rzeczy do przygotowania, zanim policzę się z tą psychopatką. Alicja szarpnęła się, ale na próżno. Ręce miała przykute kajdankami do rury nad głową. Nogi były związane. Znajdowała się w jakimś dużym i pustym pomieszczeniu. Bała się, lecz nie panikowała. Gdzieś w oddali, przy drzwiach, stał mężczyzna w kapeluszu i palił papierosa. Nie patrzył w jej stronę, nie był nią kompletnie zainteresowany. Miała czas, żeby przemyśleć swoje położenie. Pamiętała dokładnie, co się stało. Gdy otworzyła drzwi, zobaczyła młodą, lecz silną kobietę, z której oczu biła duma i pewność siebie. Nigdy wcześniej jej nie spotkała, ale poczuła, że powinna ją już znać. – Przepraszam, że tak nagle, ale mam informacje o pani matce. Mogę wejść? Nie chciałabym rozmawiać o tym na korytarzu. – To chyba jakaś pomyłka – odpowiedziała niepewnie wahając się, czy powinna ją wpuścić. – Jest pani córką Baltazara, prawda? – zapytała. Imię ojca zadziałało jak magiczne zaklęcie, zaprosiła tajemniczą nieznajomą do ...