-
Córka Architekta (V)
Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
... ja uwolnię się od pilota, ty też będziesz wolna. Obiecuję. Chyba że sama będziesz chciała zostać – przygryzła wargę Alicji. – Pomyśl tylko, ile razem możemy osiągnąć. – Dawid po mnie przyjdzie... – Mam nadzieję. Jest w tobie zakochany po uszy. – Wsunęła ręce pod bluzkę Alicji i głaskała jej pępek. Badała jej brzuch przez dłuższą chwilę. – Ale to kretyn. Mogłaś mieć każdego, a wybrałaś tak słabo... On wie? – zmieniła nieco ton. – Ja naprawdę nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi – pokręciła przecząco głową. Amanda kucnęła przy niej i językiem przejechała po brzuchu uwięzionej. – Czyli nie wie – stwierdziła. Palcem zaczęła zsuwać powoli spodenki siostry. – Ja mam większe ambicje niż zostać kurą domową jakiegoś gamonia. Jestem w końcu Architektem – pocałowała dolną cześć brzucha. Nie robiła tego z finezją, raczej starała się poznać dokładniej jej ciało. – Ale żeby wstąpić do gildii muszę najpierw zdjąć z siebie wszystkie ograniczenia. – Zostaw mnie – poprosiła. – Och, spokojnie. – Wsunęła dłoń od góry pod bieliznę i palcem przejechała po genitaliach. Alicja wzdrygnęła się. – Baltazar nie wysilił się projektując twoje ciało. – Dlaczego nam to robisz? Amanda wycofała się. – Musimy nadrobić stracony czas. Mam ci tyle do opowiedzenia. A więc to tu: stare korty tenisowe. Do spotkania zostało jeszcze pół godziny, ale ona na pewno przyjdzie wcześniej. Pytanie tylko, czy będzie sama. Przywiązałem Kolię do drzewa. – Czekaj tu cierpliwie, któreś z nas ...
... po ciebie przyjdzie, dobrze? – poprosiłem. Wchodząc na ogrodzony teren poczułem dziwny dreszcz. Cofnąłem się o parę kroków i przeszedłem jeszcze raz. Bariera? Potem stanąłem poza ogrodzeniem i przejechałem ręką. No tak. Sztuczki Architektów. Moja ręka, będąc już za ogrodzeniem, nie była widoczna dla ludzi na zewnątrz. Amanda nieźle to wymyśliła. Najgorszy scenariusz przewidywał, że Amanda tylko wykonuje polecenia stukniętego mistrza. Najlepszy, że jest tylko smutną zagubioną duszyczką. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jeszcze dziś zjem z żoną dobrą kolację. Jeśli jednak nie będzie nam to dane, to lepiej, żebym to ja miał już nigdy nie wrócić do domu. Tak jak przypuszczałem, Amanda już czekała. Oprócz niej było jeszcze dwóch kolesi. Niski trzymał nóż przy gardle Alicji, minę miał bolesną jakby go portki cisnęły. Drugim był ten łysol; ustawił się dwa metry za mną. Dostrzegłem, że przy płocie leżał duży młot używany do burzenia ścian. Położyłem na ziemi swój plecak. – Pilot – zażądała. – Kochanie, nic ci nie jest? – najpierw zapytałem Alicję. Facet pozwolił jej odpowiedzieć. – Jestem cała – wysiliła się na uśmiech. – Pilot! – wrzasnęła Amanda. Uniosłem do góry małe urządzenie. Nie bałem się, już nie. Wczoraj byłem przerażony, ale zrozumiałem, że to ja miałem wszystkie asy w rękawie. Prawie wszystkie. – Naciśnij na nim przycisk oznaczony cyfrą sześć – rozkazała. – Zapewne wiedziałaś o nieobecności Baltazara. Obserwowałaś nas już od dłuższego czasu. A ...