-
Córka Architekta (V)
Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
... rzucając się na Baltazara. Uniosła go wysoko i ścisnęła za gardło. Nie byłem Hulkiem, nie miałem już sił, by z nią walczyć. Patrzyłem tylko na nich z niepokojem. Alicja chciała pomóc ojcu, ale nie potrafiła jeszcze ustać na nogach. – Przepraszam – odpowiedział spokojnie. – Zaniedbałem cię. W tej całej euforii zapomniałem, że jesteś żywym człowiekiem. Że jesteś moim dzieckiem. – Byłam tylko eksperymentem! Jedyne, co cię interesowało, to czy możesz uczynić mnie jeszcze sprawniejszą! – wrzeszczała dziko. – Wiem, przepraszam! Popełniłem błąd jako ojciec. Kocham cię, córko! – krzyczał starając się wyrwać. Coraz trudniej łapał oddech. – Akurat! – prychnęła. – Pomyśl, dlaczego cię nie zabiłem, choć wystarczyło nacisnąć jeden przycisk? Nie mogę więcej krzywdzić swoich dzieci. Przepraszam za wszystko. Przebaczysz mi? – poddał się. Nie stawiał już żadnego oporu, patrzył tylko w jej oczy. Trwało to dłuższą chwilę. W końcu odstawiła go na ziemię. – Jakoś się chyba dogadają. Oboje są stuknięci – szepnąłem do żony. Alicja zaczęła opatrywać moje krwawiące ramię. Ręce jej drżały, syczała z bólu, ale najpierw chciała zająć się mną. – To prawda, że masz pilot, którym możesz mnie kontrolować? Że Baltazar stworzył mnie od podstaw? – zapytała wibrującym głosem. – Tak, ale – podałem jej urządzenie – oddaję ci go. Sama możesz przecież o sobie decydować. Jestem twoim mężem, a nie właścicielem. Zniszcz go. Spojrzała smutnie w moje oczy. Nawet teraz, posiniaczona i spocona, ...
... wyglądała tak pięknie. Zastanawiała się przez parę sekund. – Nie chcę – odsunęła go od siebie. – Zachowaj go. Ufam ci. Zawsze ufałam. Kocham cię – cmoknęła mnie w policzek. Amanda i Baltazar rozmawiali o czymś ściszonym głosem. Moja intuicja podpowiadał mi, że wszystko jest już w porządku, cokolwiek miałoby to znaczyć. Założyłem Kolii smycz. Nagle coś uderzyło mnie w plecy. Krzyknąłem z bólu. – Sukinsynu! – warknął Piszczała. Stał nade mną z młotem. Już miał zakończyć mój żywot, gdy Amanda przeleciała nade mną i wymierzyła mu kopniak w brzuch. – Zapłaciłam wam z góry, wykonaliście swoje zadanie. Zmywajcie się – powiedziała. Świat wokół mnie wirował. Przeciągły pisk w moich uszach wszystko zagłuszał. Alicja tuliła mnie do swojej piersi dzwoniąc po karetkę. Obraz zaczął mi się rozmazywać. – Przebaczysz mi? – zapytała Amanda podchodząc do siostry. – Zawsze chciałam mieć siostrę – odpowiedziała z bladym uśmiechem. – Może zostałam tak stworzona, ale nie potrafię żywić urazy. Daj nam czas. Wpadnij za miesiąc, porozmawiamy przy ciastkach i herbacie. Pozwól mi się z tym wszystkim oswoić. Mnie i Dawidowi. Skinęła głową na znak, że rozumie. – Ojcze, mamy dużo do przedyskutowania – zwróciła się do Baltazara. – Z całą pewnością. Na razie lepiej będzie, jak znikniemy. Przyprowadzę do was jutro Kolię – Architekt pociągnął za smycz i razem z Amandą zniknął we mgle. Pamiętam ratowników z karetki, którzy sprawdzali, czy jeszcze kontaktuję. Pamiętam, jak Alicja ...