-
Córka Architekta (V)
Data: 29.09.2021, Kategorie: alternatywna rzeczywistość, Autor: Ignatius
... próbują wykreować nadczłowieka. Cieszę się, że to nie dotyczy pani Alicji. Wtedy stanowiłaby zagrożenie, i kto wie, być może trzeba by ją usunąć... – Nikt nie skrzywdzi Alicji – powiedziałem hardo. – Zapewniam, że nikt nie ma zamiaru – uniósł rękę w geście przysięgi. – A czy zna pan jej twórcę? – Myślałem, że to pan, panie Gustawie, powie mi kto za tym stoi – przyjąłem nieco inną taktykę. – Baltazar, niezrzeszony Architekt. Był kompletnym szaleńcem. Działał tu parę lat temu, ale w końcu się doigrał. – Jak mam to rozumieć? – zbladłem. – Zginął – pstryknął palcami. – Kiedy? – Niewiele brakowało, a spadłbym z krzesła. – Trzy lata temu. Wyleciał w powietrze. Uff... Baltazar może i jest lekko zbzikowany, ale lubię go. Wychodzi na to, że sfingował swoją śmierć, żeby gildie się od niego odczepiły. Dlatego mieszkał na odludziu, rzadko wychodził z domu, a antena na dachu wyciszała impulsy. Ukrywał się. Wypiłem do końca piwo. – Rzeczywiście, Alicja kiedyś wspominała coś o jakimś wybuchu – przytaknąłem udając zmartwienie. Nie mogłem mieć pewności, że Gustaw mnie nie okłamuje. W końcu jeśli rozmawiał z Alicją, wystarczyło zapytać o jej ojca, a ona na pewno potwierdziłaby, że ten wciąż żyje. – A mógłby mi pan przybliżyć to całe tabu i sprawę gildii? – Tabu jest oczywiste: to rzeczy bezwzględnie zakazane, jak przywracanie zmarłych do życia. A gildiami niech się pan nie przejmuje, nie powinny znajdować się w kręgu pańskich zainteresowań. – A pan jaką ...
... gildię reprezentuje? – Przypomniałem sobie o ich rywalizacji. – Czas na mnie – wstał od stołu zostawiając nieruszoną kawę. – Cieszę się, że mogliśmy porozmawiać. Dziękuję za pomoc. Zapewniam, że już nikt nie powinien państwa niepokoić. A dla pana dobrze by było, gdyby zapomniał pan o całej sprawie. – Jakiej sprawie? – zapytałem głupio udając amnezję. Na jego twarzy zagościł cień uśmiechu, skłonił i poszedł w cholerę. Zdjąłem buty, pogłaskałem Kolię i rzuciłem się na kanapę. Rany, co za dzień. Wolałem się więcej nie mieszać do rzeczy, których mój rozum nie pojmuje. Alicja siedziała obok w fotelu. Czytała opowiadania Tarasa Szewczenki. Smyrałem ją po nodze, ale nie reagowała. Po przyjściu z pracy się nie przebrała, miała na sobie ładne cieniutkie rajstopy i wyjściową sukienkę. Położyłem jej stopę na kanapie i zacząłem masować. – Gdzie byłeś tak długo? – zapytała. – Zostawiłem wczoraj zegarek u Baltazara, pojechałem po niego – wymyśliłem na poczekaniu. – Zostawiłeś zegarek? – zapytała unosząc wzrok znad książki. – Ale miałem ciężki dzień... – westchnąłem. Masowałem palce jej stopy i delikatnie głaskałem łydkę. – Padam z nóg. – Ale ochotę na igraszki ze mną to masz? – Wyczułem w jej głosie pretensję. Zapomniałem o czymś? – Pieszczenie ciebie tylko dodaje mi sił – puściłem jej oczko. Przybliżyła nieco fotel i dołożyła drugą stopę. Masowałem je powoli. Uwielbiałem rajstopy. Nie wiem, skąd u mnie taki fetysz nóg, ale dla zabaw kobiecymi kończynami dolnymi ...