1. Kochałam tego gnoja


    Data: 27.01.2022, Kategorie: małolat, starsza, aktorka, tabu, prawiczek, Autor: Antek Be

    Jako małe dziecko często gościłam na planach filmowych, na których moja mama wykonywała swoje charakteryzatorskie powinności. Poznawałam środowiska aktorskie, techniczne i producenckie, a niejako przy okazji byłam mamiona wizją zrobienia kariery w filmie. Zakochiwałam się w tym świecie, choć matka robiła wszystko, by uświadomić oniemiałej z zachwytu dziewczynce, jak trudne bywa życie „człowieka z branży”. Od klapsera po producenta, od garderobiany po kierownika planu, wszyscy oni mieli być utytłani brudem, stresem, lękiem przed przyszłością, a także wynikającymi z tego chorobami alkoholowymi. „Filmiacy to przeważnie wykolejeńcy”- długo próbowała mi wpoić ten punkt widzenia. Nie ustawała w trudzie nawet wtedy, gdy po morderczych przygotowaniach dostałam się wreszcie na wydział aktorski w łódzkiej filmówce.
    
    Aktorką zostałam niemalże z marszu. Choć w tej dziedzinie najbardziej typowym scenariuszem był ten, co zawierał długo pielęgnowane nadzieje, późniejsze zderzenia z rzeczywistością, depresję, a w finale walkę na śmierć i życie o angaż do byle reklamówki telewizyjnej, w moim przypadku poszło zaskakująco łatwo, by nie powiedzieć – fartownie. Zagrałam w studenckiej etiudzie, reżyserowanej przez K.K. Film spodobał się profesorskiemu gremium, a w szczególności Z., który upatrzył sobie w K.K. godnego „kontynuatora własnej spuścizny”. Przy każdym kolejnym projekcie czynił z niego swojego asystenta, co w niedługim czasie zaowocowało pełnoprawnym reżyserskim debiutem. To z kolei ...
    ... przywiodło K.K. do sporego sukcesu, jaki, na swoje szczęście, miałam przyjemność dzielić razem z nim. K. był bowiem mocno przywiązany do premierowej, udanej ekipy i wkręcał ją wszędzie gdzie się tylko dało.
    
    Zagrałam w jego kilku kolejnych filmach. Niektóre z nich narobiły trochę hałasu, inne przeszły zupełnie niezauważone. Niestety, porażek było coraz więcej, na domiar złego – przychodziły jedna po drugiej. Po obiecującym starcie K. upadł z hukiem, a właściwie zupełnie po cichu. Zajął się zwyczajnym „zarabianiem na chleb”, czyli kręceniem tekturowych tasiemców, montowaniem teaserów lub produkcją reklamówek dla znanych (i nieznanych) agencji kreatywnych.
    
    Natomiast ja ugruntowałam swoją pozycję na rynku. Stałam się rozpoznawalna, chętnie zapraszano mnie do licznych produkcji. Choć nie zatrudniałam agenta i daleko było mi jeszcze do statusu celebrytki, mogłam cieszyć się nieustannym napływem angaży. Grałam niemal bez przerwy, a co za tym idzie – miałam stały dochód (czyli coś, o czym młode aktorki mogą tylko pomarzyć).
    
    Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do własnej młodości, ani kryjących się pod tym hasłem praktyk; jakichś głośnych hulanek, pochopnych, emocjonalnych decyzji czy czegokolwiek w tym guście. Właściwie, przegapiłam ten etap.
    
    Posuwaniu się w latach towarzyszyło pasmo sukcesów, o które nie musiałam szczególnie zabiegać. Każdy projekt otwierał drogę do następnego. Czasem dostawałam więcej propozycji, niż byłam w stanie przerobić. Koniec końców, dochrapałam ...
«1234...26»