1. Kochałam tego gnoja


    Data: 27.01.2022, Kategorie: małolat, starsza, aktorka, tabu, prawiczek, Autor: Antek Be

    ... zarówno reżyserem, jak i producentem filmu zdołał pozyskać spore dofinansowanie z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej oraz ze środków prywatnych. Zasadniczo było jasne, że nie chodziło tu o względy artystyczne, ale raczej o samą rangę jego nazwiska. To ona otworzyła niejedne drzwi. Z drugiej strony kontrowersyjność projektu również musiała przysłużyć się budżetowi. Szum medialny jest potrzebny każdemu filmowi, zaś obietnica „brania się na barki ze społecznym tabu” miała w sobie właśnie taki potencjał.
    
    Development i preprodukcja odbyły się w zawrotnym tempie. Ledwo dopisano moje nazwisko do listy płac, a już po miesiącu zapraszano na plan. Przez kilka dni mieliśmy kręcić w warszawskiej hali produkcyjnej, a potem, po przerzucie bazy do Zamościa, skupić się na plenerach i wnętrzach naturalnych. Wszystko szło zgodnie z założeniami, czyli bez nieprzewidzianych trudności realizacyjnych. Ekipa sprawowała się świetnie (co wcale nie uchodzi za standard w rodzimej kinematografii), organizacja planu także stała na najwyższym poziomie. Tak to przynajmniej wyglądało do czasu wyjazdu na Lubelskie.
    
    O ile w studiu w Warszawie nagraliśmy szereg niewymagających, subtelnych sytuacji obyczajowych, takich jak rozmowy bohaterów w biurze, szkole, restauracji lub na komisariacie policji, tak w zamojskich plenerach miały zostać odegrane najważniejsze sceny filmu – te, w których pomiędzy głównymi bohaterami budzi się zakazany erotyzm.
    
    R.G., czyli drugi główny bohater fabuły, okazał się ...
    ... przesympatycznym, choć i trochę wyciszonym chłopaczkiem. Był dosyć wątłej budowy, typowej dla większości dorastających chłopców; niewysoki, szczupły, niemalże kościsty. Gdyby dać mu do ręki deskorolkę, można by go uznać za zwykłego podwórkowego kretyna. W jego przypadku liczyło się jednak coś więcej, niż powierzchowność. Chodziło o to coś, co z początku nazywa się „drobnymi niuansami”, a co potem urasta do rangi niesamowitej charyzmy czy wręcz zagadkowości. W jego ciemnych oczach drzemała niezwykłość.
    
    Podobnie jak ja, świat filmu zdobywał już za młodu, do tego w atmosferze „talentu objawionego”. I na tym koniec podobieństw.
    
    Kuba (dla zabawy, zaczęłam nazywać go imieniem przypisanym do jego filmowej roli) nie miał ułatwionego startu. Wywodził się z biednych środowisk, które we wczesnych latach życia odtrąciły go od siebie i skazały na odmęty domu dziecka. Swój romans z filmem zaczął od platonicznej miłości do Magdaleny Cieleckiej, która niegdyś odbyła misyjne tournée po sierocińcach, gdzie próbowała rozbudzać w dzieciach poczucie własnej wartości. Pod wpływem jej podszeptów, ruszył na casting do epizodów w telenowelach, a stamtąd, niemal od razu – do pierwszych skromnych ról w fabułach. W tym właśnie świecie, jakby w wyniku bajecznego zaklęcia Cieleckiej, odnalazł ową „wartość”. Gdziekolwiek się nie pojawił, swoją aktorską intuicją oraz absolutną transparentnością wobec kamery, budził jedynie otwarty zachwyt realizatorów.
    
    Ja natomiast, dzięki mamie i siatce jej znajomych, ...
«1234...26»