-
Kochałam tego gnoja
Data: 27.01.2022, Kategorie: małolat, starsza, aktorka, tabu, prawiczek, Autor: Antek Be
... miałam dużo łatwiej. Nie musiałam dochrapywać się własnej pewności siebie, nie walczyłam o możliwość przynależności do filmowych elit - należałam do nich od urodzenia. Mimo to na status „objawienia” musiałam mocno zapracować. Kuba bardzo się ze mną zżył. Od czasu przyjazdu do Zamościa, nie odstępował ode mnie choćby na krok, a ja przyjmowałam to z nieskromną radością. Odkrywałam bowiem, chyba po raz pierwszy w życiu, że bliskość dziecięca jest o wiele mniej wymagająca, niż ta męska, związana z nieustanną grą, zwodzeniem, uwodzeniem, a w finale – rodzeniem. Zamarzyło mi się nagle posiadanie dziecka bez konieczności poznawania „odpowiedniego mężczyzny” czy bez koszmaru wypychania główki przez zakrwawiony srom. Niemal za każdym razem jak dzień zdjęciowy dobiegał ku końcowi odmawiałam ekipie propozycjom wypicia czegoś mocniejszego, by zamiast tego udać się z Kubą „na miasto”. W przypadku Zamościa oznaczało to po prostu wyjście poza ciasny zabytkowy rynek. Chodziliśmy wtedy pośród niskich, małomiasteczkowych bloków mieszkalnych, wymienialiśmy się mało błyskotliwymi obserwacjami na temat produkowanego filmu lub obgadywaliśmy mijanych ludzi. Czuliśmy się jak postaci fikcyjne, byty zupełnie wyabstrahowane z „normalnej” rzeczywistości. Albo tylko ja widziałam to w ten sposób. Stopniowo odkrywałam w sobie wrażliwość matki, zaś Kuba czerpał z tego nową, przedziwną energię. Zupełnie tak, jakbym swoją nowo-odkrytą ckliwością załatała jakąś dziurę w jego życiorysie. Z każdą ...
... chwilą zbliżaliśmy się do siebie coraz bardziej. Łaziliśmy na bilard, na obrzydliwy kebab lub do zamojskiego zoo. Wszelkie zdarzenia miały charakter poboczny. Ważniejsze było to, co tężało w naszych głowach. Moja zachłysnęła się wrażeniem posiadania syna, zaś jego zdawała się tonąć w szczeniackiej miłości do „kogokolwiek, kto kocha”. Sielskość pierwszych dni przerwał nowy rozdział w scenariuszu. Po odfajkowaniu wielu kameralnych scen, wyrażających różne miłosne gierki i podchody, przystępowaliśmy do etapu „ryzykownych” ujęć, czyli tych, w których pomiędzy kobietą a dzieckiem pojawia się nagość. Z. poświęcił mnóstwo czasu i sił, żeby nas do tego przyszykować. W ramach indywidualnych, przed-planowych prób przepracowywał kwestie i pozycje, ustawiał pod odpowiednie ujęcia. Ciągnął też nieustające, mentorskie monologi, czasem wręcz ocierające się o próby domorosłej psychoanalizy. Z. od zawsze lubił gadać, ale w tym przypadku stawał się wręcz nieznośny (widać, że roztrząsana problematyka w jakiś sposób pobudzała go do życia). Zbliżenie pomiędzy kochankami odbywało się w scenerii zabytkowego, opuszczonego hotelu. Bohaterowie wkradają się tam ze zwykłej ciekawości czy dla chęci „zrobienia czegoś szalonego”, natomiast atmosfera grozy, jaka zastaje ich na miejscu okazuje się katalizatorem długo skrywanego, erotycznego napięcia. Po krótkiej tułaczce pośród ciemnych komnat ze skrzypiącymi parkietami oraz zardzewiałymi stelażami łóżek, zatrzymują się w dawnej sali balowej. Sam środek ...