-
Kochałam tego gnoja
Data: 27.01.2022, Kategorie: małolat, starsza, aktorka, tabu, prawiczek, Autor: Antek Be
... pomieszczenia przecinają paski przenikliwego światła. Słońce wpada do środka przez dziury w zrujnowanym dachu i ujawnia wszechobecny kurz. W tym właśnie miejscu po raz pierwszy zaczynają się wzajemnie dotykać. Kobieta gładzi go delikatnie po twarzy (początkowo pod pozorem usunięcia pajęczyny, potem już z samej potrzeby dotykania). Chłopak biernie poddaje się pieszczotom, a następnie wstępuje w niego żądza. Dopóki nie padła komenda „akcja”, miałam absolutną pewność, że oboje jesteśmy gotowi do gry. Podeszłam do Kuby, pogładziłam po policzku. Zgodnie ze swoją linią dialogową, zaczęłam szeptać mu do ucha: - To tylko z początku będzie wydawało się złe. – Przesunęłam ręką po jego brzuchu, zatrzymałam się na wysokości pępka, po czym powoli opadłam na podłogę, pociągając go delikatnie za sobą. – Nie bój się. - Nie boję się – odpowiadał ze strachem w oczach. Kiedy leżeliśmy na podłodze, rozpięłam sukienkę i ściągnęłam stanik. Kuba sięgnął po niego, przez chwilę miął w palcach koronkowy materiał, nie podnosząc wzroku na mój odsłonięty biust. - Podobam ci się? - Zagarnęłam jego rękę, całując wnętrze dłoni. - Nawet nie wiesz jak bardzo – wystękał z przejęciem. Oparłam głowę o skrzypiące deski. Czułam, jak chłopiec niespiesznie kładzie się na moim brzuchu i wsuwa głowę pomiędzy piersi. - Nie mogę – wyszeptał. – Nie dam rady – Nagle zerwał się na równe nogi i zaczął krążyć po planie, rujnując niemal doskonałe ujęcie. Ktoś krzyknął: „kurwa mać”, ktoś ...
... inny splunął z przejęciem za siebie. Natomiast Z. był cierpliwy. Dawał nam tyle czasu, ile potrzeba. Prosił tylko, byśmy nie improwizowali i postarali się nie wybiegać poza scenariusz (w którym wszakże nie było czegoś takiego jak „podobam ci się?”). Robiliśmy trzy, cztery powtórki i za każdym razem kończyło się fiaskiem. Cały czas przebiegało to w ten sam sposób. Bezbłędnie odgrywaliśmy swoje kwestie, wczuwaliśmy się w „zakazany”, mroczny nastrój, a w kluczowym momencie Kuba nagle dezerterował. Ekipa była coraz bardziej poirytowana tym nagłym, zupełnie do niego niepodobnym, speszeniem, choć też nikt nie odważył się wypowiedzieć tego na głos. Tylko gruba klapserka prychnęła coś na temat „humorzastych małolatów”, zaś szwenkier rzucił kąśliwą uwagę, „że dzieciakowi zaraz spodnie rozerwie od tych widoków”. Kuba tego nie usłyszał. I całe szczęście, bo najpewniej zamknąłby się do reszty. Po piątym i szóstym zepsutym ujęciu, reżyser dostrzegł beznadzieję swojego położenia. Zaczął nawet deliberować z K.K. nad ewentualnością uproszczenia tej sceny. Byli skłonni pójść na ustępstwo wobec przestraszonego chłopca i nawet zaczęli kreślić coś na kartkach. Postanowiłam zainterweniować. Wiedziałam, że mam niemały wpływ na swojego filmowego partnera i miałam wrażenie, że dam radę przepracować tę tremę. Przekonałam Z. do konieczności zaordynowania krótkiej przerwy. Zamknęliśmy się w osobnym pokoju – równie zakurzonym i zdewastowanym, jak sala balowa oraz cała reszta ...