1. Mickey Finn


    Data: 05.04.2022, Kategorie: samotność, narkotyki, seksualność, Autor: entalia

    ... skokiem.
    
    Szukam we wspomnieniach twojego spojrzenia. Rozprasza mnie łakomstwo twoich dłoni. Zataczają one okręgi garncarza, lepisz mój stan uniesienia koliście i wzdłuż. Błyszczę, tężeję, tańczę w uścisku, walczę przez chwilę i dziękuję, to byłoby na tyle, nie mam już sił się opierać. Łagodzisz mój gniew, uroczo układasz warstwę po warstwie, wolno wznosząc monument. Powinnam cała drżeć, ale nie mam na to siły.
    
    Dlaczego nie śpisz? Czy już jest jutro? Musimy już wstawać? Karuzela myśli kręci mi się w powiekach. Nie mogę zebrać się w sobie, oderwać twarzy od poduszki. Przecież to światło… Musi być już jasno. Czuję, że jest mi wszystko jedno. Coś mówi mi, że nie powinno mnie tutaj być. Z drugiej jednak strony, wszystko jest bez sensu, bez celu. Wcale nie powinno mnie tu być, a jestem.
    
    Przewracasz mnie na wznak. Patrzę w twoją twarz, ale jej nie widzę, nie rozpoznaję nosa, ust i oczu, jedynie same kontury, jakby była jeszcze noc, a nie pełnia poranka. Nie jesteś obcy, bo wchodzisz we mnie, a ja na to pozwalam. Cała mokra czekałam, by poczuć na udach twoje ramiona. Jaka szkoda, że wszystko jest tak niewyraźne. Nawet pchnięcia są jakby spowolnione w czasie, bez mojej reakcji. Niezupełnie bez. Reaguję, lecz z opóźnieniem. W ten sposób nie złapiemy rytmu. Bez rytmu nie ujrzę szczytu, więc muszę się skupić.
    
    Rzucasz mną po pościeli, przesuwamy góry, łamiemy zastygłe fale stygnącego oceanu. Zapalamy go na nowo. W końcu dochodzi do mnie ciepło, gorąco podbrzusza. Uczucie ...
    ... niemal nie do zniesienia, a jednak nie chcę, byś przerywał. Ciepło ma trwać, rozprzestrzeniać się, pojawiać i zanikać w rytmie pochłaniania ciebie, aż nie minie nasz czas.
    
    W mojej krwi nie ma śladu po wczorajszej kofeinie, pewnie niewiele w niej zostało również alkoholu, krąży w niej za to wiele z ciebie. Jestem słaba, balansuję na granicy przytomności. Jedynie to, co wstrzyknąłeś mi z siebie, trzyma mnie tu przy tobie. Bez tego już dawno bym zmarła, z samego rana odeszła w niezdefiniowaną przestrzeń zapomnienia i zniechęcenia, ręka w rękę z Mickey’em Finnem.
    
    Trwam jednak przy tobie, a ty mnie odwracasz, układasz z kolanami pod brzuchem i penetrujesz jak sukę. Używasz tego słowa.
    
    – Suka!
    
    Wymierzasz mi uderzenia, czerwienieją pośladki, ale nie czuję bólu. Mimo to reaguję, zaciskam mięśnie, napinam się na tobie i wokół ciebie, a ty korzystasz z tego skrupulatnie, rżnąc swoją sukę bez opamiętania. Nawet nie zauważyłam, że plącze włosy z twoją dłonią. Zamykasz ją i ciągniesz, a ja wyginam teraz plecy w posłuszny łuk, przyjmując cię tak głęboko, jak tylko potrafię. Rozkosz przychodzi powoli, ma coś wspólnego z kołysaniem. Rozpędzasz huśtawkę…
    
    Lubię powroty do wcześniejszych sytuacji, nie radzę sobie z ciągłą zmianą miejsc i przyzwyczajeń. Próbuję się skupić, ale mi się to nie udaje. Odsuwam od siebie wszystko, co znam, z czym na co dzień się stykam. Nawet nie czuję już rytmu, którego obiecałam sobie pilnować. Jedynie kołysanie i twoje dłonie – jedna we włosach, a druga ...