1. Mickey Finn


    Data: 05.04.2022, Kategorie: samotność, narkotyki, seksualność, Autor: entalia

    ... banknotów na szafce, tuż obok kieliszka. Kładę rękę na piersiach, dotykam się między nogami, ale cała się trzęsę z deszczu i z zimna, więc nic z tego nie będzie. Dźwięczy mi głowie ten dzień, dźwięczy mi jesień za oknem, całym tym listopadem.
    
    Nie powinnam dziś wstawać z łóżka, ale jestem głodna, więc wlokę się do lodówki. Rozciągam z niej blask na zewnątrz, na meble i na siebie. Stoję skąpana w złocie, cała naga w tym chłodzie i nie wiem, czego tu właściwie szukam. Przyglądam się swoim złym stopom, a właściwie licznym pręgom, które rozciągają się od stóp przez łydki i uda na całe ciało. Mam pręgi i teraz mnie pieką, bo je zauważyłam. Trzeba było nie patrzeć, nie rozświetlać tej drogi lodówką. Czuję się wysmagana, całe złe plecy płoną. Potrzeba mi wiatru, zatem w złotym chłodzie lodówki odchodzę tam, gdzie mi nie wolno.
    
    Pcham drzwi i jestem na zewnątrz, a w środku wiatr głaszcze moje plecy. Nie pobrudzę już krwią ścian – jestem silna, stoję prosto, nie muszę się opierać. W dole ludzie, kolorowi, zadbani i zdrowi, pełni świadomego myślenia. Pewnie tam gdzieś też ty idziesz z bagażem nowych wspomnień, z moim zapachem, którego nie zmył prysznic, nie wypłukał szampon. Z którym jeszcze będziesz się jakiś czas zmagał, zanim się z nią przywitasz. Zanim do niej wrócisz. Nie powinieneś mnie tak szybko zostawiać. Czuję się ...
    ... rozchwiana, bez lęku i strachu, mogłabym spacerować po krawędzi dachu jak ten kot, który łypie na mnie nocnym wzrokiem. Rusza wąsami, jakby zapraszał.
    
    – Chodź, połazimy po dachach – mruczy.
    
    – Nie mogę – odpowiadam. – Jestem sama, nie powinnam się ruszać z łóżka.
    
    – A jednak tu stoisz – przekrzywia głowę.
    
    – Bo mnie zostawił, choć nie powinien. Jeszcze na to za wcześnie. – Próbuję się wytłumaczyć.
    
    On się jednak odwraca, macha ogonem i znika za wyłomem.
    
    – Idziesz czy nie?
    
    – Idę przecież.
    
    Kładę ostrożnie stopy na stalowej krawędzi dachu. Wcale mnie to nie przeraża. Ludzie jak mrówki, nawet jaskółki latają niżej – muszę uważać, żeby żadnej nie nadepnąć.
    
    Kot wydaje się być obruszony.
    
    – Nie przejmowałbym się nimi.
    
    – Muszę uważać, obiecałam nie krzywdzić ptaków.
    
    – Komu?
    
    – Nie wiem, chyba nikomu.
    
    Stopy mi płoną, a krawędź jest ze stali, zimnej, pełnej poranka. Każdy krok je schładza. Idę na kocią odpowiedzialność. Za mną złe nawyki, przegrane życie i brak przyszłości, brak czegokolwiek, co mogłoby się jeszcze zdarzyć. Mimo że kot kazał to zignorować, staram się nie nadepnąć żadnej jaskółki. Niby jeden fałszywy krok… i lecę jak ptak. Wcale mnie to nie martwi. Wręcz przeciwnie – kusi. Cóż może się stać? Nikt nawet nie zauważy. Brakuje mi ciebie. Pewnie kazałbyś mi zejść, pewnie bym posłuchała… 
«12345»