1. Mickey Finn


    Data: 05.04.2022, Kategorie: samotność, narkotyki, seksualność, Autor: entalia

    ... na biodrze. Czuję twoją siłę. Szepczę z wysiłkiem, że chcę jeszcze, że chcę mocniej i głębiej. Znów jestem suką, bitą, poniżaną, rżniętą.
    
    A teraz stygnę, leżąc w samotności. Na szafce, tuż przed twarzą, wyostrza się kieliszek słabego Mickey’a. Powoli wraca pamięć, jest jednak rozmazana i niekompletna, jak wszystko wokół mnie. Kręci mi się w głowie i upadam, wciąż leżąc. Lecę w głąb siebie, mijam ocienione krawędzie zboczy, przelatuję koło urwisk i przełęczy dezorientacji. Nie powinieneś mnie zostawiać samej. Nie po Mickey’u. Czuję, że się zbliża, że nadchodzi wolno i niepostrzeżenie. Obiecałeś mnie nie zostawiać. Gdzie jesteś?
    
    Głaszczę dłonią z wysiłkiem pościelowe rumowisko, nie wyczuwam w nim jednak nic poza materiałem. Uspokajam się, gdy dostrzegam w przejściu wysoki cień. Stoisz i gapisz się, jak leżę z rozrzuconymi nogami, zajmując całe łóżko. Stoisz jak za mgłą – ciemna, niewyraźna plama w przejściu – i patrzysz nieruchomo, może nawet się onanizujesz. Niektórzy tak lubią – mogą stać chociażby w przejściu, i patrząc na mnie, robić sobie dobrze ręką. Dla innych nie muszę się nawet rozbierać, wystarczy, że jestem w pończochach. Dochodzą z głośnym jękiem, przeszywając intymną ciszę mokrymi stęknięciami. Czasami wystarczy, że tylko patrzę, jakby wybierali mi wtedy z oczu swoje odbicie, rozkoszując się sobą i wrażeniem, jakie na mnie robią.
    
    Dlaczego wciąż tak stoisz, tak długo i nawet nie drgniesz? Chyba się nie zakochałeś? Wczoraj to nawet powinieneś, bo miłość ...
    ... jest jak smar, dzięki któremu jest łatwiej, milej i przyjemniej. Działa natura. Umiesz zakochać się w trzy godziny? To jest sztuka. Trzeba ją opanować, trzeba ćwiczyć. Ja to już umiem. Wyćwiczyłam również odkochiwanie – to jest nawet ważniejsze, bo można zwariować, zostawiając wszędzie za sobą otwarte drzwi.
    
    Wciąż stoisz, więc chyba tego nie opanowałeś. Patrzysz na mnie, jakbyś chciał więcej, ale na ciebie już pora, nieprawdaż?
    
    Zaraz wyjdziesz i zostawisz mnie samą. Odjedziesz do innego miasta, kraju, świata. Przywitasz się z żoną lub partnerką, ucałujesz dzieci. Wszyscy będą ci współczuć, że podróżowałeś służbowo, dostaniesz dietę i zwrot kosztów. Nie, za mnie nikt ci nie odda. Rzuciłeś się na mnie, to prawda, ale stać cię na to – i było warto. Będziesz pamiętał i wspominał, może nawet podmieniał twarze. Będę przed tobą przez wiele lat, może zanim zrobisz to drugi raz, a może nawet jak zrobisz. Obiecałeś, że zostaniesz do południa, ale dopiero jest ranek. Dlaczego tak stoisz? Chodź do mnie. Przechylam się na łóżku, wyciągam rękę, wszystko wiruje, kołysze się, oczy wciąż lepią się mgłą. Nie widzę ciebie – to tylko sukienka z dżerseju, na inne wyjścia, wisi w przejściu, tam, gdzie ją wczoraj powiesiłam.
    
    Obiecałeś, że nie zostawisz mnie samej, nie przed południem…
    
    Teraz sprawiłeś, że się boję. Nadchodzi głębia. Czuję ją całą sobą. Przecież prosiłam, byś mnie nie zostawiał. Pokój stygnie, łóżko już zimne, po tobie nie ma śladu, nawet zapach wywietrzał. Tylko te kilka ...