-
Brother in law (IV)
Data: 20.04.2022, Kategorie: bez tagów, Autor: Kate
... podwózkę. – Jedno nie wyklucza drugiego. – Dziękuję za taką pomoc. – Właź do cholery – stracił cierpliwość i prawie siłą wepchnął ją do auta. Nie zdążyła złożyć parasola. Nie zmieścił się w drzwiach i wygiął w drugą stronę. – Zepsułam przez ciebie parasol! – Niewielka strata – włączył silnik – Czas najwyższy kupić nowy. Zapnij pas. Mimo, że włączył ogrzewanie zaczęła szczękać zębami. – Widzę, że przemoknięcie na deszczu to w twojej kaście jednak nie takie normalne. Wzruszyła ramionami. Nie chciała dać się wciągnąć w kolejną słowną utarczkę. – Jaki masz rozmiar? – Rozmiar? – Rozmiar ubrania – dodał. – Nie wiem. – Jak możesz nie wiedzieć? – Na świecie chyba istnieją ważniejsze problemy niż ten, jaki ma się rozmiar swetra. – To jak kupujesz nowe ciuchy? Jakie nowe ciuchy? – Na oko. Złapał telefon i wybrał numer. Po kilku sygnałach po drugiej stronie odezwała się kobieta. Nie wdawał się w zbędne szczegóły. Poinformował ją, że za pięć minut u niej będzie i potrzebuje czarny garnitur i koszulę oraz jakiś ciepły sweter, spodnie i buty dla kobiety. Najlepiej też czarne. Obojętnie, jakiego rozmiaru, byle dużego. – Co robisz? – Nie wiem jak tobie, ale mi nie uśmiecha się jechać dalej w mokrych rzeczach. – Wcale nie musisz jechać dalej - odwróciła się do okna i więcej nie odezwała słowem. Była zła, że ją tak potraktował, ale jednocześnie wdzięczna za... opiekę. Trochę wymuszoną i specyficzną, jednak to zawsze coś. Tylko ...
... dlaczego dla niej kazał przyszykować duży rozmiar? Mimo jej sprzeciwów zatrzymali się pod jednym z największych i najdroższych centrów handlowych w mieście. Nigdy w nim nie była. W takich miejscach nawet zapałki kosztowały więcej niż całe jej mieszkanko. Uparła się, że nie wysiądzie, ale znów siłą zaciągnął ją do środka. – Tylko nie rób scen – warknął jej do ucha, gdy przekroczyli próg modnego butiku. Nie zdążyła odpowiedzieć, bo powitały ich trzy ekspedientki. A raczej nie ich, a Williama. Ją obrzuciły tylko lekceważącym spojrzeniem. Dlatego unikała takich miejsc. Miejsc, gdzie panie sprzedawczynie przypominają gwiazdy filmowe i normalnie wyglądający człowiek wstydzi się wejść. A może to tylko jej odczucie? William nie wydawał się skrępowany. Z resztą on akurat nie musiał się niczego wstydzić. Wypindrzone harpie przyssały się do niego niczym pijawki. Nie wiadomo tylko, czy bardziej ze względu na jego wygląd, czy grubość portfela. Patrzyła na to wszystko z politowaniem. – Drogie panie, moja towarzyszka też tu jest – zaskoczył ją. Jego co? – Spokojnie. Towarzyszka ma ręce. Poradzi sobie. Z resztą nie da takiego napiwku jak ty – wzięła przygotowane ubranie i poszła się przebrać. Słyszała jeszcze nerwowe, mało inteligentne śmiechy sprzedawczyń. Idiotki. Stanęła przed lustrem i spojrzała na siebie. Przy tamtych trzech gracjach wyglądała jak uboga krewna. Ale czy tego żałowała? Nie. No, może... Trochę. Teraz, kiedy... on tam stał. Z drugiej strony, każda kretynka potrafi ...