-
Brother in law (IV)
Data: 20.04.2022, Kategorie: bez tagów, Autor: Kate
... równocześnie. Jak można chcieć go bić i tulić jednocześnie? W pewnym momencie dostrzegła kilka rzemyków obwiązanych wokół jego prawego nadgarstka. Tego typu ozdoby, wszelkie łańcuszki, kolczyki, bransoletki... nie pasowały jej raczej do facetów. U niego wyglądało to... idealnie. No ba!! Zmienił bieg i zerknął na nią. Ich spojrzenia się spotkały. Dziwne iskierki zapłonęły mu w oczach. Serce podeszło jej do gardła. – Co masz na nadgarstku? – Nie ważne. – Wiliamie, ile ty masz lat? Oj, nie mów... To było pytanie retoryczne. Przecież wiem, że starzec z ciebie. – Do czego zmierzasz? – Zmierzam do tego, że masz trzydzieści sześć lat, a nie szesnaście, żeby nosić takie ozdoby. Takiemu byznesowi jak ty, do garnituru, nie przystoi. I nie patrz tak na mnie, bo kolejnym samochodem wjedziesz w krawężnik - ledwo powstrzymała się by nie wybuchnąć śmiechem. Z nadmiaru emocji zapiekły ją policzki. On tymczasem zahamował z piskiem. Pas bezpieczeństwa boleśnie wpił się jej w ciało. Ktoś z tyłu przeciągle zatrąbił. Nie przejął się tym. Tak jakby droga należała do niego i mógł na niej robić, co chce. A może należała? – Wysiadaj! – Co? – Wysiadaj! – odpiął jej pas, otworzył drzwi i prawie wypchnął z samochodu i tak po prostu odjechał. Nawet nie zdążyła zareagować. Popatrzyła zdezorientowana na trąbiącego kierowcę. Machał rękami i krzyczał. W końcu popukał się w czoło i ruszył dalej. Zachichotała, a chwilę potem płakała już ze śmiechu. Cała ta sytuacja wydała jej się ...
... zabawna. Stała pośrodku ekspresówki, upiornie drogi sweter mókł i pewnie się wstąpi, a ten debil odjechał gdzieś z jej dokumentami. Ciekawe, co go tak znowu wkurzyło? Przecież tylko zapytała o rzemyki... Co prawda dodała jeszcze trochę od siebie, ale jej się to raczej wydawało zabawne. Alex też na pewno by się śmiał... No tak... Alex. Ale on był inny. Całkiem inny. Miał się do Williama jak woda do ognia, jak białe do czarnego, jak dzień do nocy... Płacz ze śmiechu zamienił się w płacz ze smutku, strachu i bezsilności. Nie spojrzała nawet, kiedy tuż obok usłyszała znajomy, jadowity głos. – Siadaj, jedziemy do domu. – Przecież sam mnie wypchnąłeś! – Bo działasz mi na nerwy. – To lepiej pójdę pieszo, bo następnym razem zrzucisz mnie z mostu. – Następnym razem po prostu się nie odzywaj. – Nie mogę. Taki już mam ten niewyparzony jęzor. – Nie zapominaj, że mam twoje buty... – To nie są moje buty. Ty je kupiłeś, są twoje. – ... i tą twoją żałosną torbę. – Co chcesz od mojej torby? – Wsiadasz?! – powoli tracił cierpliwość. – Dziękuję, nie skorzystam – porwała torbę z siedzenia i przeszła na pobocze. Była zmęczona, zmarznięta i wystraszona, z chęcią skorzystałaby z podwózki. Jednak nadal płakała, a nie chciała, by to widział. Nie chciała, by kolejny raz był świadkiem jej załamania. On jednak nie dawał za wygraną. Samochód porzucił na środku drogi i poszedł za nią. – Wracaj do swojego merca. – Nic mu nie będzie. – Nie będziesz miał problemów z ...