1. Sissi – kosmitka (I) – Santa…


    Data: 26.05.2022, Kategorie: rozwód, poliamoria, science-fiction, przybysze z kosmosu, madera, Autor: XeeleeFirst

    ... którym ustawiła mały stolik i dwa krzesła. Zaczęła gapić się w ocean. Nalała sobie kieliszek białego Porto.
    
    Ja położyłem się na dużym podwójnym tutaj łóżku i myślałem. Odezwałem się pierwszy.
    
    – Jak wiesz, gdy znajdę się nad morzem, to jak najszybciej chcę się zanurzyć w morskiej wodzie. Gdy jest to ocean, to ciągnie mnie do tego tym bardziej. Proponuję, idziemy na plażę.
    
    – To nie jest tu proste. Z przewodnika wynika, że plaża jest pięćset metrów niżej. Najpierw trzeba pójść piechotą około dwa km do stacji kolejki. Potem można zjechać na plażę kolejką linową z poziomu czterystu metrów na poziom morza.
    
    – Idziemy – odparłem.
    
    Z ociąganiem, ale Rose się zgodziła. Widoki schodząc z hotelu Don Pedro w Garajau w kierunku stacji kolejki, były bajeczne. W oddali w jaskrawym świetle widoczne było przedziwne miasto i port Funchal. Roślinność wzdłuż trasy – jak w ogrodzie botanicznym.
    
    Widoczna w dole, wysoka na pięćdziesiąt metrów statua Chrystusa, na wzór tej w Lizbonie i tej w Rio do Janeiro oddziaływała symbolicznie – ale jakoś dziwnie.
    
    Jazda kolejką linową czterysta metrów w dół przypominała przejazdy kolejkami w wysokich górach, oddalonych od morza. Tutaj z jednej są strony skały jak na Kasprowy Wierch, a jeśli odwrócić głowę szybko zbliżająca się tafla wody oceanu. Hm... im bliżej poziomu wody, tym bardziej narastała niezwykłość. Pogoda wydawała się wspaniała, bezwietrzna, ale jednak fale oceany były ogromne. Wyobrażenie sobie kąpieli w tych falach napawało ...
    ... lękiem, gdyż po uderzeniach fal na brzeg, spieniona woda szybko cofała się o kilkadziesiąt metrów. Kąpiel musiała być tu bardzo niebezpieczna.
    
    Rose usiadła przy stoliku restauracji działającej na plaży, serwującej ryby z grilla oraz oczywiście wino. Patrzała beznamiętnie na mnie, jak ryzykując, próbowałem się kąpać w oceanie. Nie było to proste, gdyż fale niosły ze sobą nawet duże kamienie, które uderzały boleśnie w nogi. Pływanie było niemożliwe. Wrażenie potęgi oceanu było jednak przemożne.
    
    W czasie kolacji Vivian i Tim nie zjawili się w restauracji. Między mną a Rose panowała napięta atmosfera. Rose znowu, po raz setny dokonywała przeglądu mojego życiorysu. Dolegliwe było to, że z jej punktu widzenia, z punktu widzenia większości kobiet, a nawet z punktu widzenia tutejszej obyczajowości i wyznawanych przez większość tak zwanych zasad moralnych ona miała rację. W czasie takich przeglądów życiorysu zawsze udawało się Rose wywołać we mnie poczucie winy. Jak wiadomo, nie jest to przyjemne. Nie było to przyjemne, mimo iż w głębi duszy nie poczuwałem się do winy, gdyż całe życie starałem się, jak mogłem, aby Rose miała wszystko, co chce, to znaczy wszystko, co potrafi ode mnie wziąć i aby w domu panowała pogodna atmosfera. Rose nie wszystko jednak chciała brać. Pogodnej atmosfery w domu nie było. Nie było jej też na Maderze.
    
    Nazajutrz w sali restauracyjnej hotelu Don Pedro znowu byliśmy pierwsi. Dzisiaj niestety pogoda była pochmurna. Madera jest znana z tego, że pogoda ...
«12...111213...»