-
Marta i ksiądz proboszcz. Kolędowanie, spowiedź…
Data: 03.06.2022, Kategorie: ksiądz, nauczycielka, pończochy, spowiedź, Autor: historyczka
... aaaaa... aaaaach! Pobudzony Baltazar zaczął wręcz macać obfite, nabrzmiałe cycki. "Nie dość, że masz boskie wręcz doje, to stękasz jak rasowa dziwa! Ech! Tak posłuchać twoich jęków, wtedy gdy jesteś chędożona! A już wiem, że wtedy drzesz się na całą wieś! Wyspowiadałaś się!" Marta chciała tego macania. Pragnęła, jak kania dżdżu. Domyślała się, że już są na dobrej drodze, że teraz klecha jest na tyle rozochocony, że już jej nie przepuści... że jego wizyta ma dużą szansę skończyć się w łóżku. Nie chciała jej zaprzepaścić. - Achhh... aaachh! Ależ ksiądz proboszcz - wypowiadała celebrując słowa - ma mocarne dłonie! To też go pobudzało. Jak kapłan, nie nawykł do tego typu komplementów, więc działały na niego, jak płachta na byka. W pewnym momencie nie zdołał powstrzymać swej chuci na wodzy i... pochylił się, ujmując pierś w usta. – Ochhhhh! – Kobieta była w siódmym niebie. – Chyba ksiądz rzeczywiście ocenił moje piersi jako przydatne do macierzyństwa… dogodne dla dziecięcia... "O tak... ssij mnie plebanku... ssij!" Baltazaro rzeczywiście zassał sutek nauczycielki, przymykając oczy. Nie wierzył, że to dzieje się na prawdę. Nie wierzył, że się na to zdobył, jak i w to, że Marta nie tylko się nie wzbraniała, ale i chętnie pozwalała na to wszystko. – Niechybnie… przydatne... bardzo udane... – nie przestając ssać, jakby był spragniony po marszu przez pustynię, wybełkotał proboszcz. Potem zaczął lizać sutki, przyglądając się, jak dumnie się prężą. Sutki ...
... dobitnie dowodziły, jak podniecona jest Marta. Nie przestawała na przemian pojękiwać i wzdychać. - Aaaa... aaaachhh... Duchowny wodził już ustami po całych piersiach. – Ach! Achhh! – cichutko egzaltowała się dziewczyna. – Znakiem tego, jestem pozytywnie przez księdza oceniana... Jakie to miłe... Bardzo miłe. Acchhhh! Rozochocony Baltazar, w tym momencie ukąsił nauczycielkę w sutek. - Ojej! Aaaaaaa! Marta odpływała. "Ależ on musi być podniecony! Chyba już nic nie odwiedzie go, od obranej drogi! Drogi prosto do mojego wyrka!" Tymczasem ministranci za oknem mieli świetny widok. – Patrz! Nie wierzę! Nasz wielce świątobliwy pleban i arcycnotliwa pani nauczycielka. Uwierzyłbyś?! - niemal wykrzykiwał rozentuzjazmowany Kacper. – W życiu! Ale podsuwa mu cyce! A jak on ją liże! Do czego jeszcze się posunie? – Oj… posunie… Posunie! Podniecona Marta faktycznie wyginała się i prężyła niczym kotka. Jej sutki sterczały na baczność. Pragnęła tylko jednego. Zrealizować swe odwieczne marzenie. Ulec mu. Oddać się plebanowi. Poczuć w sobie jego twarde kropidło. "Chyba mogę już iść na całość, chyba on też tego pragnie?" – Proszę księdza proboszcza, czy mogę o coś zapytać? - Córko... pytaj... pytaj o wszystko - wysapał gruby pleban. - Kiedy się wstydzę... - przeciągała, by się ośmielić, ale też zaintrygować Baltazego. - A czy... Ach, krępuję się... czy... moje łono też może nadawać się do macierzyństwa? Klechę zamurowało. Zwłaszcza, gdy kobieta jakby ...