-
(Nie)dola autora (II)
Data: 04.06.2022, Kategorie: fellatio, intryga, Autor: Pavo
... najszybciej jak potrafiłem, nie chcąc dawać mu szansy na kolejne uderzenie. Ale żadne kolejne nie nastąpiło; stał zadowolony z siebie, jakby najlepsze wciąż było przed nim. - Jest pan kochankiem mojej żony. Nie, niech pan nie zaprzecza – powiedział, bo już otwierałem usta, w myśl zasady „jak cię złapią na kradzieży za rękę, to mów, że to nie twoja ręka”. – Od jakiegoś czasu miałem podejrzenia, że Anna mnie zdradza. Wynająłem nawet detektywa, który potwierdził moje przypuszczenia. Dzisiaj postanowiłem działać. Widziałem jak stąd wychodziła. Pozwoliłem jej odejść, bo chciałem żebyśmy załatwili to jak mężczyźni. Ponownie milczałem. Jeśli to wszystko było prawdą – a czemu by miało nie być? – facet miał pełne prawo do uderzenia mnie. Inna sprawa, że Ania nigdy nie wspomniała nic o żadnym mężu. Ale jego to raczej nie obchodziło. Kontynuował: - Chcę, żeby pan wiedział, że bardzo mnie to wszystko porusza i irytuje. Będę wnosił o rozwód. Ale może odbyć się on za porozumieniem stron. Nie muszę wspominać nic o panu. Ani w sądzie, ani... dziennikarzom. Powoli domyślałem się, do czego zmierza. Swoją drogą, zachowywał pewną klasę. Uderzenie uderzeniem, patrząc z jego perspektywy należało mi się, ale to wtrącanie „pan” w każdym zdaniu... Zachowywał się jak przedwojenny dżentelmen, z tym że był mniej więcej w moim wieku. Zacząłem nawet trochę żałować małżeństwa państwa Kowalskich. Tacy młodzi, a niechybnie powiększą statystyki rozwodów. - Jeśli zapłaci mi pan dziesięć tysięcy ...
... złotych, nie pójdę z tym do prasy. Odetchnąłem głęboko. Mogłem albo paść na kolana i błagać o litość albo udawać że w ogóle mnie to nie rusza. Raz kozie śmierć. Wybrałem drugą opcję. - Szanowny panie – zacząłem, wpisując się w uprzejmy ton mojego rozmówcy. – Widzę, że ma pan już misterny plan, jak ugrać coś w całej tej sytuacji. Zapomina pan jednak o jednej rzeczy. Czemu pan zakłada, że obchodzi mnie, co o tej sprawie powiedzą media? Byłem kiedyś bohaterem małego skandalu obyczajowego. Drugi nie zaszkodzi mi bardziej. Stracił rezon. Plan zaczął się niechybnie walić. - Mimo wszystko, spróbuję. - Powodzenia. Zresztą, nie jestem już tak medialny jak kiedyś – było to zaprzeczenie mojej tezy o możliwości zainteresowania przez media w każdej chwili, ale gościu raczej nie znał się na mechanizmach show businessu. - Na pana miejscu jednak nie ryzykowałbym... – i urwał, bowiem w tym momencie usłyszeliśmy jak drzwi wejściowe otwierają się. Jak na komendę, obaj obróciliśmy głowy. To było ze wszech miar dziwne, że ktoś wchodzi nieproszony do mojego własnego mieszkania, ale nie roztrząsałem sprawy za długo, gdyż okazało się, że osobą która zakłóciła naszą konwersację, była Ania we własnej osobie. Wydało mi się że chciała coś powiedzieć, ale zobaczywszy nas we dwoje stanęła jak wryta i zaniechała tego zamiaru w połowie, co sprawiło że usta ułożyły jej się w niemal idealne „O”. Przez chwilę wszyscy milczeliśmy. W końcu zabrała głos: - Co ty tu robisz? – powiedziała, ...